niedziela, 1 stycznia 2017

3 ulubione wiersze - Natalia Zalesińska

Urodziła się i mieszka w Katowicach. Interesuje się literaturą i muzyką. Prowadzi blog  http://calme.blox.pl. Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich. W roku 2009 zadebiutowała tomikiem wierszy rzeczy delikatne, którego publikacja była nagrodą główną Konkursu Poetyckiego im. W. Iwaniuka – Siedliszcze 2008. W roku 2012 ukazała się jej druga książka poetycka Połączenia – pokłosie VII Edycji Konkursu Poetyckiego im. Kazimierza Ratonia, Olkusz 2011. Publikowała wiersze w antologiach pokonkursowych, antologiach, w prasie literackiej m.in.: „Nestor”, „Topos”, „Fraza”, ”Cegła” „Śląsk”, „Egeria” „ZNAJ”. Jej wiersze prezentowane były na antenie Polskiego Radia II, Polskiego Radia Katowice. 



- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?

Nie lubię mówić o swoich wierszach, tłumaczyć – wtedy czytelnik może się rozczarować, bo jego odczytanie, ścieżka w tekście często jest inna niż autora. Chociaż mam ulubione teksty, do których wracam z sentymentem. Wśród nich są ważne dla mnie zapisy chwil, sytuacji związanych z bliskimi osobami, które odeszły. Tak powstał dyptyk, opowiadający o spacerach w miejscach znanych z dzieciństwa ( teraz wyglądają inaczej).



W roku 2008 /dyptyk/

Lubimy siedzieć i patrzeć w głąb stawu.
W. Voolf

I

Z ławeczek dla wędkarzy zarzucamy myśli
w podwodne, głębokie życie. Zwierzenia, 
wydają się płynąć i marszczyć niby sukno,
albo są flotyllą statków. W gąszczu sitowia

opadają na dno, cięte ostrą trzciną. Środek wody
odbija drzewa, coś niezwykłego. Na powrót
staję się dziewczynką i mogłabym chodzić
po ich cieniach od brzegu do brzegu.

A Łucja widzi czerwone karły. Może to
pomyślenia pozostawione przez innych?
Nie, traci wzrok w słoneczne popołudnia.


II

Na żywo

Patrzymy na ręce kobiety i mężczyzny.
Drobią chleb, karmią dzikie kaczki.
Obok jej przygarbione plecy. Tai chi traw

wmawia czułość, zawraca czas. Błogo.
W stawie zanurzam stopę. Sprawdzam
lekkość wody. Ochładza kręgi nartników.
Coś mówi, mów. Słowa tlą się, więdną.

Biorę za rękę kruchość. Wchodzimy w drzewa.




Kiedyś czytałam dużo książek biograficznych między innymi o S. Rachmaninowie, C. Debussym, P. Czajkowskim. Uwielbiam muzykę klasyczną i nie tylko. III Koncert Rachmaninowa jest pięknym, pełnym nostalgii, ale jakże trudnym utworem, angażującym emocjonalnie (wystarczy obejrzeć film Blask). Słuchanie koncertu zainspirowało mnie do napisania wiersza Bierwiono. 


Bierwiono

III Koncert Sergieja Rachmaninowa

Allegro ma non tanto

Dzieciństwo w domu z bierwion. W las
piaszczystą ścieżką. Ziarenka, igły sosny
wbijały się w stopy. Wpadałem w światło,
polanę. Na niej Cyganie rozbijali tabor,
poili zwierzęta. Wieczory na smyczkach
w płomieniach ognisk parzyły mi wzrok.
Chciałem pod drzewem zasnąć na tysiąc lat.

Intermezzo

Bezkres; trawy toną w upale, dzwonki –
głosy skowronków. W Iwanowce
na werandzie Natalia z obnażoną, pełną mleka
piersią, karmi córeczkę. Za ileś lat spojrzy
w moje oczy bez blasku. W ciemnym pokoju
zobaczy, jak tamta mnie zabiera. Po wszystkim
spłynie spokój, kapiąc światłem. Mgnienie – błysk.

Finale

To takie proste – pewność, myśl ma moc
sprawczą i wkrótce czas się wypełni.
Zostanę tęskną dumką za którą pobiegniesz.
Poczujesz lekkość, brzmienie tak naturalne,
jak tylko możliwe. Przytulisz twarz do kory.
Zobaczysz gwiazdy, co spadają z deszczem.
Będziesz wiedzieć, że ptaki zawsze wracają
do sadu, jakby to działo się pierwszy raz.




Zima, styczeń. Wracamy samochodem z kliniki ortopedycznej, żeby skrócić drogę przejeżdżamy przez cygańską dzielnicę Zabrza. Wieczór, cisza na ulicach. Miasto zmrożone, wygląda jakby pokryły je włosy anielskie. Jednym słowem – bajkowy pejzaż. Przed jednym z domów opasły Rom na drabinie obijający sople. Wtedy przypomina mi się inny wieczór –  kwietniowy. W dzielnicy panuje ruch: Cyganka rozwiesza pranie, druga wróży, mężczyźni siedzą na stołkach, grają w karty, a tamten siedzi i słucha radia. Wtedy pomyślałam, a może właśnie to on walczył z soplami. W tle przemijanie, trudne dwa lata w tle.


Zrosty

jakby w te same drogi, dni i godziny – rok
zaczął się od krwi. Przyszła zima z martwą bielą.
W cygańskiej dzielnicy bruk srebrzy jak uśpiona

tafla stawu tuż za parkiem. I ten sam boss, co wiosną
siedział na krzesełku, nie grał, słuchał radia. On jeden
w mroku strąca sople z dachów. Zakręca nim, spada

do wiersza w objęciach wiatru, bez wróżby. I nic
o tym nie wie. Myśli, że śmierć bywa liryczna. Lód
kocha miasto, a miasto nie czuje kości, próbuje zasnąć.

                                                                                      © Natalia Zalesińska



2 komentarze:

  1. "Bierwiono" - ależ trafny tekst! Kto zna biografię S. Rachmaninowa i historię III Koncertu czy widział film "Blask" ("Shine") wie, że mam rację!
    Trafny tekst i świetny zapis! ):-)
    Ostatnio ten koncert słyszałem tamtego roku w Akademii Muzycznej w Poznaniu.
    Z akademicką orkiestrą grał Piotr Szychowski. Całkiem udanie!
    Marek

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...