niedziela, 22 stycznia 2017

3 ulubione wiersze - Anna Błasiak (Anna Hyde)

foto: Lisa Kalloo
studiowała historię sztuki na UW, filmoznawstwo na UJ i zarządzanie instytucjami kultury na Uniwersytecie Londyńskim. Poezję publikowała w „Więzi”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Dekadzie Literackiej”, „Odrze”, „ArtPapierze”, „Szafie” i „Śląskiej Strefie Gender” (po polsku) oraz na stronie wydawnictwa „Off_Press” i „Women Online Writing” (po angielsku). Przełożyła ponad 40 książek z angielskiego na polski (przede wszystkim prozę dla dzieci i młodzieży, w tym Szpiega mimo woli Anthony’ego Horowitza) oraz kilka pozycji z polskiego na angielski (prozę Mariusza Czubaja, Wioletty Grzegorzewskiej, Jana Krasnowolskiego, Kai Malanowskiej, Daniela Odiji, Anny Augustyniak, Mirki Szychowiak i Irit Amiel [jako Anna Hyde], a także katalogi wystaw muzealnych, filmy). Wspólnie z Wiolettą Grzegorzewską i Pawłem Gawrońskim przełożyła na polski poezję Marii Jastrzębskiej (tom Cedry z Walpole Park / The Cedars of Walpole Park). Tłumaczyła również wiersze poetek irlandzkich Mary O’Donnell i Nessy O’Mahony. W przeszłości pracowała w muzeach i w radiu, redagowała pisma kulturalne, pisała o sztuce, filmie i teatrze. Współtworzy European Literature Network, mieszka w Ramsgate w Wielkiej Brytanii.



- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?


Moje ulubione wiersze to te, które w jakiś szczególnie dla mnie przenikliwy sposób uchwyciły moment, zatrzymały go, zamroziły czy też może zalały formaliną. Nie, wtedy brakowałoby zapachów... Więc nie zamroziły, nie zalały formaliną, ale stworzyły niefizyczną kopię z wszelkimi przymiotami fizyczności. ZAPAMIĘTAŁY za mnie momenty i miejsca. 


Pierwszy z mojej trójki jest wiersz o weselu w maleńkiej wiosce w górach w Grecji. O powietrzu palącym w gardle i makijażu panny młodej spływającym jej po twarzy. O strachu przed tym, co będzie i przed tym, co było. O sumiastych wąsach wujków Eirini, o jej zazdrosnych ciotkach, o rozmowach po grecku z jej rodzicami. O tańcu do rana, który miał w sobie coś przeraźliwie pięknego i przeraźliwie bolesnego. 


(NIE) MOJE WIELKIE, GRECKIE WESELE 

Zaczęło się dwa dni przed czasem. 
W niedzielę od rana 
czterdzieści baranów na rożnach. I kokoretsi. 
Muzyka i taniec między 
rozstawianymi stołami 
na osiemset osób. 

Dookoła milczące góry 
i niesłyszalny szum morza gdzieś w tle. 

Język starożytny. Język znajomy. Język niezrozumiały. 
Gwizdy w tańcu. Ouzo i piwo. Upał. 
Turecka krew, czarne oczy. Przytup. 
Ciemne chustki na głowach. 
Bracia, kuzyni, wujowie. 

Przerażeni. 

(ArtPapier, 2/2014) 



Z kolei ten wiersz przywołuje wspomnienie niemalże baśniowego pobytu w niedzickim zamku, gdzie pojechałam z dwójką przyjaciół pod koniec studiów przeprowadzić historyczno-sztuczną inwentaryzację (zamek należał i chyba nadal należy do Stowarzyszenia Historyków Sztuki). W dzień chodziliśmy od pokoju do pokoju i wszystko spisywaliśmy, wieczorami przy kominku krążyły opowieści o duchach, wszędzie pachniało dymem i starymi olejnymi płótnami. Mój pokój był w wieży, z której, gdybym miała długie włosy, mogłabym wywiesić swój warkocz… 


CYKL NIEDZICKI 
POKÓJ NR 8 

Krzywizna oparcia kanapy 
od kształtów przewieszonych 
panien. Jedna wyżej. 
Przy trójnożnym stole 
trzy osoby. Jak wiadomo. 

A parawan ma cztery skrzydła, 
nie wiedzieć dlaczego. 

Łóżka z nogami kręconymi 
(zawrót głowy). 
Lustro nowe. 
Niestety. Odbija. 

(Kwartalnik Artystyczny, 4/2004) 



Ostatnim z mojej trójki jest wiersz o Londynie. O tym, że nawet gdy mi się wydawało, że już dobrze to miasto znam – a praktycznie co roku od matury przyjeżdżałam tu na wakacje – potrafiło (i nadal potrafi) mnie ono zaskoczyć. Przypomnieć mi o tym, że nie jestem stąd, tak samo jak już nie jestem stamtąd. O tym, że już zawsze będą znikąd, z pomiędzy…


KAWIARNIA PRZY ST JAMES WRENA W PORZE LUNCHU

Siedzę cicho,
zaczajam się.

Gołąb nagle skręca,
zatacza koło,
drepcze pod inny stolik.

Zostaję sama
ze swoimi okruchami. 


(Kwartalnik Szafa, 3/2015) 

                                                                               © Anna Błasiak (Anna Hyde) 


4 komentarze:

  1. Poszerzyłem swoją wiedzę (Wikipedia) o znaczenie słów kokoretsi, ouzo...
    Więc dziękuję!
    Ale nie wiem dlaczego "przerażeni". Może mój sposób kojarzenia ma wady? Jest nieudony.
    Marek

    OdpowiedzUsuń
  2. No, tak. Może ten wers jest kluczem:
    "...Turecka krew, czarne oczy. Przytup..."

    Marek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Marku, właśnie o ten wers chodzi! Grecy - jak i inne narody - dość wybiórczo podchodzą do swojej historii i pewne krótsze lub dłuższe epizody chętnie wypierają. Ale to jednak w nich (w nas) siedzi i czasem wyłazi...

      Usuń
  3. Dumał, dumał i wydumał! Cieszę się, że trafiłem!
    Pozdrowienie ciepłe z zamglonego Miasteczka G.
    Marek

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...