niedziela, 29 stycznia 2017

3 ulubione wiersze - Agnieszka Moroz

foto: Bartosz Mateńko
wesoła autorka przygnębiających wierszy urodzona w 1987 roku w Gorzowie Wlkp. Doktorantka literaturoznawstwa na Uniwersytecie Szczecińskim na ostatniej prostej. Recenzentka „Dziennika Teatralnego”. Autorka książek poetyckich: Każdy idzie do nieba, Ulica magików, Aneks do gier i Pomiędzy mną a mną, monografii naukowej Jak uwieść czytelnika? Jonathan Carroll i Andrzej Sapkowski wobec kulturowych koncepcji śmierci oraz artykułów literaturoznawczych publikowanych m.in. w „Roczniku Komparatystycznym” i pokonferencyjnych antologiach. Stypendystka Marszałka Województwa Lubuskiego i (dwukrotnie) Prezydenta Gorzowa Wlkp. Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów literackich. Jej wiersze były tłumaczone na język angielski i publikowane w amerykańskim czasopiśmie literackim „The Hoot Review”, a także w czasopismach i na portalach krajowych: „Pisarze.pl”, „Bliza”, „Migotania”, „Lamus”, „Znaj”, „Kozirynek”, „Pegaz Lubuski”, „Pro Libris”, „Borussia”, „Szafa”, „PKPzin”. Można je było również usłyszeć w dwóch audycjach Radia Zachód z cyklu „Radiowa książka poetycka”.

- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?


Wybór trzech ulubionych wierszy to trudne zadanie dla autorki, która szybko traci uznanie dla swoich utworów, dochodząc do wniosku, że nadal nie przedstawiają sobą tego, co chciałaby w poezji osiągnąć. Na tym etapie twórczości jestem jedynie pewna, że w moich tekstach dominuje temat iluzoryczności współczesnego świata (międzyludzkich gier, kłamstw i złudzeń, których ofiarą prędzej czy później pada każdy z nas) oraz związanej z nią konieczności dążenia do prawdy. Mogłabym za Pawlikowską-Jasnorzewską powiedzieć, że mnie ta rzeczywistość „smuci niewybaczalnie”, dlatego staram się obnażać jej prawdziwą tkankę, nie odsłaniając jednak jednocześnie własnego „ja”, lecz – tak jak Szulc w Traktacie o manekinach – powołując do tego celu różnych bohaterów. Ostatecznie wybrałam więc wiersze, które – jak mi się zdaje – najlepiej oddają właśnie to, co mnie w tym świecie dotyka.




Kiedy urządzałam swoje pierwsze mieszkanie i pojechałam do sklepu wybrać farby do ścian, uderzyło mnie, że wszystkie odcienie mają takie wspaniałe nazwy – żadna tam czerwień czy zieleń, ale: Kwiat wiśni, Promień słońca, Indiańskie lato, a nawet Mgła o poranku. Możesz mieszkać w rozpadającej się kamienicy na najpodlejszym osiedlu w mieście, w klitce wielkości 3 na 3 metry, ale producent farb i tak obieca Ci, że każdego dnia obudzisz się w wyjątkowym miejscu. I zawsze będziesz mógł powiedzieć znajomym, że Twój pokój jest koloru Trawy morskiej. Ten przykład codziennego – dosłownego i metaforycznego – podkolorowywania naszej rzeczywistości zainspirował mnie do napisania wiersza „Dom z prześcieradeł i światła”.

Dom z prześcieradeł i światła

Mówisz że jeśli odpowiednio nas połączyć
możemy stworzyć jedną z tych obiecujących farb
intensywnych jak krew 
która na szybie układa się w geometryczne wzory
Nadasz nam którąś z dalekich orientalnych nazw
Stepy Bengalu Pustynny szlak Cytrynowy sad
albo Buddyjskie kadzidło
i będzie nam ładnie na tle ścian mieszkania
które rozświetlą nas jak dobra przepowiednia
bogate ramy przyprawione starym ślubnym fotografiom

Mówisz że jeśli połączyć nas odpowiednio
salon opanują czeredy dzieciaków 
o kocich oczach i dziwnych imionach 
jak Eleonora lub Vanessa
Zbudujemy dla nich dom z prześcieradeł 
i światła choinkowych lamp
a kiedy przyjdzie burza będziemy ratować je kocami 
lub termosami z czekoladą

Ale nas nie łączą już żadne przestrzenie
Śnimy osobne sny 
nasze słowa mijają się w locie niesione przez inne powietrza
I jeśli naprawdę wyobrażasz sobie życie jako obraz
nas musiałby namalować Klimt

Na jego płótnie wirujące złote płatki
otwarte okno wiatr
i szelest blaszek
zastygłych jak moment absolutnej magii
po którym uświadamiasz sobie
że to co widzisz jest tylko wizją szaleńca




Kiedyś przeczytałam, że według dziewiętnastowiecznych naukowców największa liczba samobójstw na całym świecie przypada na marzec. Wyskakujących z okien nieszczęśników nazwali „marcowymi zającami”, co podobno zainspirowało Lewisa Carrolla podczas tworzenia słynnej postaci do „Alicji w Krainie Czarów”. W Szczecinie wszystkim marcom towarzyszy wiatr z czerwonym piaskiem znad Sahary i o tym wietrze mówi się, że wywołuje depresję i z niewiadomych przyczyn popycha ludzi do samobójstwa. Jak żyje się w świecie, w którym nawet samobójstwo wydaje się tylko drobnym jałowym gestem, opowiada wiersz Marcowe zające.

Marcowe zające

W marcu zawsze mam ochotę popełnić samobójstwo
pewnie to przez ten cholerny wiatr 
czerwony pył znad Sahary
brak kremów brûlée na sklepowych półkach
i tysiąc innych wymówek 
którymi naukowcy chcieliby tłumaczyć to uczucie

Umawiam się z tobą w klubie Święci i grzesznicy
chociaż nie wiem kto reprezentuje którą stronę
taksówkarz jedzie jakby chciał nas zabić 
z kieszeni wypadają mi tabletki bletki
i papierki po rozpuszczalnej gumie malinowej

W świetle stroboskopów masz trzy pary rąk
niczym buddyjskie posążki z Tybetu
nagle czuję że mógłbyś objąć mnie tak jak zawsze chciałam
Wtulić w zapach kadzideł orientalnych świątyń 
płatków orchidei zrywanych gdzieś nad ranem
kiedy inni wciąż oddychają powietrzami snu

Zaraz potem zwykła żarówka prześwietla nas jak rentgen 
co ujawnia zatopione w figurkach relikwie 
Okazujesz się pusty
Błądzą w tobie echa porzuconych muszli
przybierasz kształt bursztynu bez owada

W marcu zawsze mam ochotę popełnić samobójstwo
Wyobrażam sobie wtedy jak płaczesz z papierosem w ręku
choć od dawna już nie palisz
w myślach liczę wiązanki telefony
wszystkie te niebieskie znicze
i czuję się lepsza

a później długo nie mogę przestać się śmiać




Od najmłodszych lat byłam ogromną pasjonatką sztuki. Kolekcjonowałam „Wielkich Malarzy”, szalałam na punkcie Marca Chagalla, Fridy Kahlo, Andy’ego Warhola, Francisa Bacona, marzyłam, że kiedyś będę malować w samotnym domku nad brzegiem morza i podejmowałam próby, które miały przybliżyć mnie do realizacji tego planu. Robiłam malunki na szklanych przedmiotach, a w gimnazjum nawet dostałam się do klasy o profilu plastycznym – wszystko po to, żeby przekonać się, że nie mam do tego ani krzty talentu. Ale zachwyt dla sztuki pozostał i w końcu znalazł wyraz w namiętnym zwiedzaniu muzeów z obrazami największych malarzy i odwiedzaniu wernisaży. W ten sposób zwiedziłam m.in. Luwr, paryskie Muzeum Impresjonistów, aż w nowojorskiej Momie przeżyłam rodzaj wielkomiejskiego zblazowanego znudzenia, za które było mi wstyd i po którym sądziłam, że moja miłość do sztuki wygasła. Ale pewnego dnia w Metropolitan Museum zdarzyło się coś, co naprawdę mną wstrząsnęło. Spacerowałam po alejce z obrazami Rembrandta i nagle przyciągnął mnie jego nieznany autoportret. Spojrzenie mężczyzny, który nie ma już nic do stracenia, siła i jakaś niepowtarzalna wręcz prawda bijąca z tego obrazu sprawiły, że nie byłam w stanie oderwać od niego wzroku. Poruszona, stałam przed nim co najmniej przez godzinę, budząc poważne podejrzenia ochroniarzy. Dziś nie maluje się już takich obrazów.

Alejki cudów

W Metropolitan Museum 
ja i Rembrandt po raz pierwszy 
spojrzeliśmy sobie w oczy
Jego ból odbił się na mojej twarzy 
jak przenikliwy dźwięk
nagłe szarpnięcie zrozumienia
niedającego się zapomnieć

A przecież malował uśmiechnięte półprofile
dłonie kobiet i kołnierze z piór
Minę mógł sobie sprawić jaką chciał
rozjaśniając usta białym odcieniem pozoru
imieniem Cornelii
która ciągle umierała
choć miała być jego córeczką

Teraz oglądam profile 
w Metropolitan Facebook
(naukowcy właśnie odkryli że wokół niego kręci się świat)
Wyszczerzone laleczki pożerają się wzrokiem
w brzuchach mają lusterka
w tle skutery gadżety design

Wkrótce alejki cudów przeniosą się do muzeów
Zamiast twarzy lekko przyciętych do ram
na ścianach zawisną wyretuszowane pocałunki
sploty rąk i uśmiechy 
papierowe jak imiona
których nikt już nie będzie pamiętał

                                                                   © Agnieszka Moroz

3 komentarze:

  1. Mówiłem, mówię i będę mówił, że jesteś świetną Poetką a Ty ciągle mi nie wierzysz! W końcu zaufaj staremu dziadowi! ):-)
    Marek

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, Marek :). Ufam!

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...