niedziela, 18 grudnia 2016

3 ulubione wiersze - Marta Zelwan

Foto: Paweł Orzeł
MARTA ZELWAN - pisarka publikująca dawniej pod nazwiskiem Krystyna Sakowicz. Autorka tomu opowiadań Zbrodnie kobiet (I nagroda w konkursie Wydawnictwa „Iskry”, 1984), powieści Sceny miłosne, sceny miłosne (nagroda Funduszu Literatury, 1985), Jaśmiornica (nagroda im. Stanisława Piętaka, 1986) i Po bólu (1995). Autorka opowiadań i fragmentów prozy ukazujących się od roku 1983. W „Twórczości”, „Akcencie”, „Studium”, „Wyspie” i Antologiach współczesnych polskich opowiadań wydawanych przez Wydawnictwo FORMA w latach 2008, 2011, 2014. Nominowana do nagrody Nike w roku 2001 i 2009, za Śnienie (Ruta, 2000) i Księgę ocalonych snów (FORMA, 2008), nagrodzoną przez Fundację Kultury. W roku 2012 wydała Praobrazy (FORMA). Mieszka w Warszawie. Publikuje w kwartalniku literacko-kulturalnym „Elewator” i prowadzi blog Pismo szybkie na stronie wydawnictwa FORMA


- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?


Pewne teksty, które napisałam w formie linii nierównej długości, tak jak przywykło się pisać wiersze, nie zawsze są poezją, ale proza też nie zawsze jest prozą, przechodzenie jednego w drugie wydaje mi się rzeczą naturalną jak pogoda albo sen. 


Wciąż mam dobre uczucia wobec dawno napisanej Sztuki klaskania, gwizdania i dziwienia się, jest to o sztuce danej na zawsze i każdemu, są na to dowody, chociaż wliczone są też nieprzewidziane zrządzenia losu, to sztuka możliwa nawet wtedy, kiedy już nic innego nam nie pozostaje:

jakby klaskało się jedną dłonią
jakby ktoś chował jakąś rzecz za pustą ramą 
od obrazu, a potem sam wyglądał tędy 
jak przez okno –
wszystko to się tam i z powrotem przypomina albo zapomina –
kobieta, która napisała zaszyfrowaną księgę Niebo
muzyka jazzowa dwudziestego wieku
do tego czarna, gorąca herbata tamtych czasów
aby pasowało jedno do drugiego –
wiem, że czas to taka gra, wiem, że ktoś
na pewno przechodził już tędy albo przejeżdżał
w inwalidzkim wózku
i zbierał dowody na to, rozrzucone po podłodze –
kto inny z prawdziwą ulgą zdejmował buty
potem tańczył –
a cały ten ruch zatopiony został w wielkim
mrocznym morzu świadomości
po to, by wskutek nieprzewidzianych zrządzeń losu 
pewnego razu znowu się wyłonić –
dlatego wciąż jest nam dana sztuka gwizdania i dziwienia się
przechodzenia w materię subtelną albo śnienia 



Kości snu, pierwszy fragment Praobrazów, zaraz po przedśnionku, lubię za krótki opis sztuki kształtowania, dzięki której ułożyłam wszystkie swoje prace:

Łączę kształty,
biorę je ze snu
położonego w głębi snu
jak w ciemnej skrzyni,
wyciągam kształty,
które stworzyły skrzynię,
które stworzyły ciemność i sen,
jego brzegi są twarde jak kość,
układam szkielet większej całości
na szarym piasku,
oś centralną,
podpory, belki, żebrowania.
Nad ranem ruch kształtowania
budzi sen
i chropowate kości przeciągają się,
wracają do jawy. 



Lubię też ten fragment Graffiti o jeszcze innej sztuce, (*** podchodzę do ludzi snu) której forma jest pustką, tak to jest, zaczynam myśleć, że po prostu najbardziej lubię mieć do czynienia ze sztuką w stanie czystym:

podchodzę do ludzi snu -
to sen na czysto
bez formy
forma jest pustką
bez fabuły
fabuła to retusz, stara baśń - 
na szarych deskach podłogi
jak na jarmarku 
rozgrywa się sztuka
ciemnopurpurowa jak krew
pomarańczowa jak księżyc w półciemnościach 
zza uchylenia drzwi
widzę kobietę z koroną warkocza na głowie
pod tym przybraniem ukryte są inne plany -
teraz każdy człowiek snu będzie miał zaślepione
trzecie oko
usta zasznurowane przed nawoływaniem nocą
a tym bardziej w dzień –
kobieta powoli rozplata warkocz
aktorzy mówią: już dość, już dość
podchodzą do rampy
i rzucają swoje cienie
na podłogę 

                                                             © Marta Zelwan



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...