czwartek, 16 października 2014

Bezdomność nie pozostawia plam

Małgorzata Południak: Cykl zdjęć rozpoczyna emocjonującą opowieść o ludziach. Kim są ci ludzie, jakie masz związane z nimi wspomnienia?

Daras Bareya: Znajomi, nieznajomi, rodzina, ktokolwiek... Prawie wszystkie prezentowane zdjęcia są z 2014 roku. Ludzie są dla mnie światłem. Wiązką fotonów, po której zostają powidoki/wspomnienia odczytywane przez każdego inaczej. A tak poważnie, to mój prywatny projekt terapeutyczny pod tytułem "bliskość".


MP: Czyli prawdą jest, że przez obiektyw bliżej do człowieka?! Portrety wyglądają tak, jakbyś nimi komentował sytuacje, jakąś niemożliwość. Ci ludzie nie są zaprogramowani, ustawieni. Czy takie odczytywanie wymaga czasu?! 

DB: Nie wiem, czy jest bliżej przez obiektyw. Bliskość nie podlega technice. Nie mierzy się jej w centymetrach, choć dotyk też jest ważnym elementem bliskości. Co do ustawiania: w pewnym sensie są ustawiani, ale nie tak, jak robi się to w studiu. Czasami poproszę o jakiś gest, a czasami rozmawiam i poruszam się, delikatnie obchodzę dookoła tak, aby ten "ktoś" stanął w odpowiednim świetle, tak jak ja chcę go widzieć lub czekam na chwilę aż spojrzy w niebo lub się zamyśli. Pstryk.

MP: Dlaczego fotografia? To dość szczególny sposób utrwalania. Czego doznajesz fotografując?

DB: Dlatego, że nie trzeba się męczyć z farbami (śmiech). Teoretycznie jest prosta. Ustawiasz obiektyw tam gdzie chcesz i pstryk. Łatwizna. Jak już jesteśmy przy świetle i fotonach, to zdaję się wtedy być w jakimś snopie światła, wokół którego nic nie widać. Tak się czuję. Przychodzę do domu, oglądam zdjęcie i widzę te mądre, piękne oczy, których wtedy nie widziałem. Tak bywa. Powidok.

Nie zapominaj, że jestem grafikiem, traktuje portret czy fotografię jako kompozycję plam, światła, linii i wszystkich tych bzdur z tym związanych.

MP: No właśnie, nie zapominam, zastanawiam się, na ile Twoje wykształcenie grafika pomaga w fotografii, cała ta nauka, bzdury. Tak tylko piszę „bzdury”, ale wiem, że to ma ścisły związek. Wypracowane oko, wrażliwość. Można się tego nauczyć? Czy to się ma i już?

DB: Faktem jest, że wielu ludzi nie wierzy, że fotografuję od kwietnia 2013, twierdzą, że to niemożliwe. Widocznie to moje artystyczne wykształcenie nie poszło na marne. Kurt Vonnegut spytał swojego kolegę, malarza, jak odróżnić dobry obraz od złego. Malarz odpowiedział: Jak obejrzysz milion obrazów, będziesz wiedział. To prawda. Po drugie i uczciwie, ja mam siebie za marnego fotografika, choć kilka, może kilkanaście osób, ma nieco inne zdanie.

I nie przynudzajmy już, kto to będzie czytał....

MP: No proszę, skracasz mi głos. Oj, też uważam, że jestem kiepskim fotografikiem i to jest akurat prawda. Jednak obejrzałam milion zdjęć i wiem, dlaczego z Tobą rozmawiam. Skonstruowałeś pewną historię, wydobyłeś z tych ludzi wspólny łącznik, nie wiem, może tylko ja go widzę, a może jednak nie tylko ja. Zatopienie w pewnej odrębności, unikanie pozorów, prosty, a zarazem niezwykły ten świat, czy o to właśnie chodziło? I chciałabym wiedzieć, co Ci daje, oprócz radości, fotografowanie? 

DB: Tak, nie lubię owijania w bawełnę i retuszu, choć miło popatrzeć na piękne buzie. Nie powiem. Naprawdę tylko pstrykam, w tym sensie, że niespecjalnie intelektualizuję to, co robię, więc nic mądrego na ten temat nie powiem. Bardzo mi miło, jeśli ktoś widzi to w taki sposób jak Ty. Ja jestem mentalnie bezdomny, jak niektórzy z tych, których fotografuję. Nie mam domu w sensie metafizycznym, jestem jak Zellig Woody Allena. Nie wiem, czy jutro będę fotografował. 

A oprócz radości fotografia daje mi możliwość poszukiwania i rozwiązywania nierozwiązalnych problemów. I najważniejsze, powidoki pamięci zapisane na fotografiach.

MP: Czego unikasz w fotografii i dlaczego?

DB: Unikam gładzizny i ornamentacji. Ostatnio wpadła mi w ręce pewna książka o retuszu w fotografii. Miała mnóstwo działów, między innymi takie: retusz włosów, retusz oka, retusz ust, retusz uszu, retusz skóry, retusz szyi etc. Czytając same nagłówki wybuchnąłem śmiechem. Na szczęście książka była w pdf'ie inaczej skończyłaby jako konfetti dla chomików. Unikam „pozy”, której nie należy mylić z pozowaniem, jakiego oczekuję: znalezienie odpowiedniego światła, posadzenie modela, czy taka nim manipulacja, aby osiągnąć efekt, na którym mi zależy. Unikam tych wszystkich „fajerwerków” z doczepionymi do główek modelek listkami, nawet całymi gałęziami, czy skomplikowanymi strojami, pod którymi nic się nie kryje - chociaż nie jest łatwe, dla mnie jednak puste. Ktoś kiedyś odpowiedział na pytanie, dlaczego fotografuje w czerni i bieli a nie w kolorze: fotografując w kolorze, fotografujesz ciuchy, w czerni i bieli fotografujesz emocje.

MP: Co poza fotografią cię fascynuje i jakie masz plany?

DB: Tak między nami, to od prawie trzech lat żyję tylko dniem dzisiejszym. To skomplikowana historia, więc nie czas i miejsce, aby ją wyjaśniać. Skutkiem tego jest brak planów. Oczywiście planuję obiad czy spotkanie ze znajomymi. Zaplanowałem ostatnio, że zrobię doktorat i zaczepię się na uczelni artystycznej jako wykładowca; z racji tego, że mam ukończone Liceum Plastyczne i Akademię Sztuk Pięknych, to rozsądne posunięcie. Zaplanowałem to, ale ktoś miał inne plany co do mojego konta w banku. Więc nici z planów. Zresztą tak z grubsza wyglądają plany w ogóle. Nie tylko moje, z tego, co obserwuję. "Reklama" w której „babrzę się” zawodowo „od zawsze” nigdy mnie specjalnie nie kręciła. O reklamie pięknie napisał Oliviero Toscani w książce „Reklama, uśmiechnięte ścierwo”. Podpisuję się rękoma i nogami pod jego słowami. Fascynuje mnie również wiara. Ta mnogość religii i poleganie na złudzeniach tego czegoś, tam. Ale nie fascynuje mnie na tyle, aby ją studiować, więc nie wiem, czy o taką fascynację chodzi. Na pewno fascynuje mnie muzyka, ale coraz mniej tej fascynującej odnajduję. Literatura. Jeśli miałbym dostateczne środki do życia, pewnie bym pisał tak długo, aż bym zrozumiał, że to była fascynacja, czyli złudzenie. Fascynuje mnie chaos i Cioran. Fascynacja, jak sądzę, chyba leży za blisko egzaltacji.

MP: Co konkretnie masz na myśli pisząc, że fascynacja leży za blisko egzaltacji?

DB: Ty jesteś od słów, więc ty mi powiedz. Fascynacja - rozumiem, że to pewien klucz pytającego, tak jak pasja. Robić coś z pasją. Też nie kumam, co to niby znaczy. Ale mamy tylko słowa, niektórych nie da się podmienić. Więc wyjaśniam: fascynacja przypomina mi egzaltację, ponieważ fascynacja ma dla mnie (możliwe, że błędnie) zabarwienie maniakalne, uzurpuje sobie prawo do czynienia z jakiejś rzeczy czegoś wyjątkowego, czegoś ponad wszystkim. Fascynuje mnie Grecja. Ale dlaczego nie fascynują mnie Włochy? I tak dalej. Ja po prostu nie lubię słów, których pojemnik semantyczny praktycznie nie ma dna. Miłość na przykład. Ktoś mówi: kocham swoje auto. To absurd. Choć w wielu przypadkach to pewnie swojego rodzaju przenośnia. Lepiej bym ci pewnie to wytłumaczył na żywca, więc może po prostu wyrzuć to ostatnie zdanie.

MP: Nie wyrzucę, to stwierdzenie ma pejoratywny wydźwięk i niech tak zostanie. Na koniec: masz jakąś receptę dla początkujących fotografów? Przepis, sugestię?

DB: No wiesz, ja sam jestem początkujący i dopiero szukam. Nie wiem, czy wolę robić street, portret, gołe babeczki, czy coś w rodzaju fotografii koncepcyjnej. Jak na razie dominuje street. Może z braku babeczek lub z całodobowej darmowej dostępności ulicy. Przepisów nie mam, bo przepisów nie ma. To, co u jednych uchodzi za złe kadrowanie, na przykład ucięty kawałek głowy, u innych będzie świetnym kadrowaniem. Po prostu łażę po mieście i czekam na zbiegi okoliczności. Może to zabrzmi głupio, ale kiedy siadam, żeby odpocząć, wypalić papierosa i poprzyglądać się rzeczywistości, po prostu wiem, gdzie mam iść i tam idę. Fakt, szukam światła, zapamiętuję miejsca, gdzie może być najlepsze, chodzę pod mosty, do kościołów, zaciągam się w miejsca, do których wielu nie chciałoby łazić. Może to jest ta fascynacja, o której wspominałaś. Mnie - o ile pomaga - pomaga wykształcenie i wiedza. Tak sądzę. I nie wiedza techniczna, choć jest bardzo ważna. Poza tym dużo oglądam, szukam ciekawych według mnie fotografików i uczę się od nich, podpatruję, analizuję, myślę, jak zrobili to czy tamto zdjęcie. A jeśli miałbym coś radzić takim samym początkującym amatorom jak ja, radziłbym więcej odwagi. Nie bać się zepsuć kadr. Położyć się na ziemi przy tłumie ludzi na ulicy, poprosić babcię na przystanku, aby mogła swoją piękną radosną twarzą uświęcić przypadkową chwilę, etc. Odwaga i otwartość - to klucz do sukcesu, niekoniecznie mam tu na myśli sukces materialny.

MP: Dziękuję 

DB: Dziękuję i pozdrawiam.



DARAS BAREYA - Urodzony w 1967 r., mieszka w Bydgoszczy. Grafik (serigrafia). Publikował w Rzeczpospolitej Kulturalnej oraz Dookoła Świata.







MAŁGORZATA POŁUDNIAK - redaktorka sZAFy, felietonistka eleWatora. Autorka książki poetyckiej Czekając na Malinę (2012), Liczby nieparzyste (FORMA 2014)

Blog autorski: Pierwszy Milion Nocy

fot. Grzegorz Majchrzak



1 komentarz:

  1. Interesująca rozmowa. Artysta również bardzo ciekawy (pozdrawiam!) - chociaż bardzo lubię ornament, piękne stroje, a już zwłaszcza gołe babeczki, to widzę, że te fotografie chwytają duszę (i za duszę też). Pięknie tak łapać światłem ulatującą myśl ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...