poniedziałek, 17 marca 2014

3 ulubione wiersze - Miłosz Biedrzycki

fot. Alicja Biedrzycka
MLB, jak zwał tak zwał, i tak w papierach i w komputerach (które, jak wiadomo, żądzą światę) jest jeszcze inaczej. Ur 1967, Babilon, chciałem powiedzieć, zbiorki wierszy 1993–2013. Tłumaczone na języki, niektóre.





- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?





Trudno  mi powiedzieć, które z zapisanych przeze mnie kawałków są te ulubione. Czasem się łapię na tym, że po latach któryś zaczyna mi się podobać, ale zaraz sobie przypominam, że już to chyba wcześniej czytałem. Tak czy siak, po jednym z książeczek ostatnich trzech, bo w sumie dlaczego nie.

Aha, sajt w-w-w.




Żywi

mój tata podbił oko Romanowi Śliwonikowi
Roman Śliwonik usiadł i napisał wiersz „jakiś chmyz podbił mi oko”
byli wtedy bardzo młodzi
przedtem ani potem się nie znali
wujek Marian musiał tacie naświetlić szczegóły
i pokazać wiersz „jakiś chmyz podbija mi oko” w czasopiśmie kulturalnym
wujek Marian który nie był wtedy wdowcem
robił kolaże-montaże postaci swojej i cioci Joli
za kierownicami wielkich kadilaków
i wyglądali oboje jak żywi
zapatrzeni w siebie nawzajem
zatopieni w srebrowej emulsji odbitek
jak w czarno-białym bursztynie
byli wtedy bardzo młodzi
mogli być do wyboru kolażami w kadilakach
albo kolarzami na półkolarzówkach ze zjednoczenia zakładów rowerowych
z porządnej czołgowej stali
chodzili siadali rozbierali się i ubierali
zupełnie jak ludzie co żyją dzisiaj dziwi się moja córka
zupełnie jak żywi

(w: 69, 2006)

Komeciarz:
Chyba nie potrzeba komentować; wszystko tu jest, nawet dziecko i pies, tylko nie ma okien ani drzwi.



Sofostrofa

Przychodzę do ciebie, rozwinięty jak bąbelnica.
Przelobowujesz mnie swoją piłką.
Tylko ambicja wystaje mi jak kabłąk i łączy
z siatką elektryczną, sufitem dla samochodzików.
Przelobowujesz mnie swoją piłką. Nie jest słupem,

nie jest wieżą, nie łączy chmur z zakurzonym placem,
pyłem w powietrzu, wślizgami w piasku i żwirze.
Widzieć i czuć, jaśniej i więcej, w wieży
poziomej, przenośnej, łączącej
nogi z głowami. O świcie

otwiera się tunel, mówisz, podpływa ryba.
Co to za ryba, co pływa tunelami?
Czy może się popsuć od głowy? Nóg? Pleców?
Tunel, mówisz, przelobowujesz
mnie, wślizgi –

(w: Sofostrofa i inne wiersze, 2007)

Kominiarz:
Jeden z licznych, oj licznych odcisków Osoby X w moim życiu, w szczególności życiu w tekście. Pierwowzorem tytułowego mebla był niejaki koślawy tapczanik, który Osoba X wydobyła od swojej rozgałęzionej rodziny, zasiedlającej Bródno, oba Targówki i inne ekskluzywne miejsca naszej stolicy. Ustawiła u siebie w mieszkaniu i oznajmiła (do dziś właściwie nie wiem, dlaczego), że sprzęt ten od dzisiaj nazywać będzie się: sofka orficka. „I co, od dzisiaj na tej sofce orfickiej obściskiwać będziesz się z Biedrzyckim?”, miał zapytać mąż Osoby X, który nie przepadał za całą tą sytuacją. Faktycznie nocowałem potem u Osoby X (z tym, że na łóżku) (sofkę było widać ą fas) (nie wiem, gdzie był wtedy mąż, w delegacji?), ale ta nie dość, że nie chciała się obściskiwać, to nawet całować. Rozgoryczony, tym bardziej, że na drugi dzień rano były moje urodziny, z mieszaniną tzw. sinych jajec i urażonej miłości własnej wsiadłem do samolotu i poleciałem prosto do Amsterdamu za jedno z tych okien wystawowych, co je tam mają. Ale to już inna historia.



Dotyk

Pierwsze przełączniki dotykowe?
W radiach RADMOR z górnej półki
w sklepie ZURT. (Babcia mówiła
„zurit”, jakby z perska, nie wiem, dlaczego).

Potem w niektórych windach
w nowych blokach, tyle, że tam
szybko się psuły i trzeba było
zmieniać z powrotem na plastikowe

guziki. Które z kolei ktoś potem
nieodmiennie podpalał zapalniczką.
Też w sumie nie wiem, dlaczego.
Aż zostawały same czarne kratery i smugi.

Dziwiliśmy się z kolegami: „Jak to?
żeby sam dotyk mógł wyłączać i włączać?”
Wiedzieliśmy tyle o obwodach.
Dotyk nie mieścił nam się w głowach.

Muskasz mnie i bezpowrotnie
przestrajasz na swoją falę. Myślałem,
że tyle wiem. Oto są schody, bezsilny
wspinam się pod twoje drzwi.

(w: Porumb, 2013)

Komornik:
Przełączniki tym razem w windzie najlepszego hotelu w mieście, w mieście Pitești, w południowej Rumunii. Ten wiersz, podobnie jak kilka(naście) innych z tego samego zbiorku, zawdzięcza to i owo perskiemu poecie-mistykowi Hafizowi. Czytajcie Hafiza, panie i panowie, dziewczęta i chłopcy, trans i cis!


                                                             © Miłosz Biedrzycki

1 komentarz:

  1. Poczucie humoru autora bardzo mi odpowiada. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...