wtorek, 21 stycznia 2014

Trzy różne przestrzenie - Małgorzata Południak rozmawia z Mateuszem Grzeszczukiem

Małgorzata Południak: Mateuszu, wiesz, że rewolucji w muzyce i literaturze nie będzie, a jednak konsekwentnie poszukujesz. Właściwie co jest Twoim celem?

Mateusz Grzeszczuk: W tym wypadku skupiłbym się bardziej na literaturze. Tacy artyści jak chociażby Piotr Orzechowski, Medium, Kari Amirian czy John Foxx tworzą w swoich gatunkach ciekawe, często odrębne, innowacyjne projekty muzyczne. Zaskakują. Dlatego też w materii dźwięku rewolucja jest cały czas aktualna.

W literaturze, we własnej poezji poszukuję autentyczności. Jestem słaby, nieufny i często narzekam, tego samego mogę wymagać od moich tekstów. Dobry wiersz błaga o wzajemność. Jeżeli pomiędzy mną a kartką papieru istnieje duży dysonans, gdzieś popełniłem błąd. Dziś autorzy chorują na autoepigoństwo, słowa zapewniają im tylko alibi, w gronie czytelników, krytyków muszą dostrajać się do własnych wierszy. Każdy autor powinien podjąć się pewnych „prób ochrzczenia”. Jak wygląda to aktualnie? Poezja jest coraz mniej formą pewnej deklaracji, a tylko zabawą językiem i formą. Marna arytmetyka na rzecz „nowości i zaskoczenia” - poeci rozpisani na kilka głosów. Szkoda, ale to tylko moje spostrzeżenia.

MP: Zabrzmiało mentorsko, ale rozumiem, że wynika to z obfitości doznań. Może lepiej jest myśleć, że wciąż nie jesteś u siebie, że może nie mamy racji? Czym się teraz zajmujesz?

MG: Może nie z obfitości, to luźne obserwacje. Czym się zajmuję? Coraz częściej krążę po Polsce, szukam własnego miejsca. Studiuję i pracuję. Jako że moją pasją jest dziennikarstwo, imam się kolejnych redakcji, pewnych „wyzwań”. Poznaję fantastycznych ludzi, artystów, ktoś by powiedział „z dobrymi nazwiskami”. Uzupełniam braki czasowe w kalendarzu, trochę gonię, czasami pada pytanie: za czym?! Szczęście miesza się z dłuższym "brakiem zadowolenia".

MP:  Nie jesteś dla siebie zbyt surowy? Jesienią tempo spada, wtedy najlepiej dokonać przewrotu i nie rozdrabniać się. Masz dylematy? Co dalej? I nie odpowiadaj w dwóch zdaniach, proszę. 

MG: Myślę, że swego rodzaju obiekcje wobec siebie samego są dla mnie bardzo pożyteczne. W realnym życiu mogę się rozproszyć od pochwał, ktoś poklepie po ramieniu, a za chwilę na boku rzuci jakiś afront na mój temat.

Dylematy? Młodości. One cały czas ewoluują. Chcę sprostać Bogu, rodzinie, nabieram kształtu, w wielu miejscach stawiam „amen”, by w innych pozostać zająkliwy, poszukujący sensu po omacku. Mam świadomość, że wśród ludzi, wśród moich wielu inicjatyw, jestem sam dla siebie bardzo „egzotyczny”. Po prostu inny. Zorganizowany, ludzie mogą powiedzieć - pyszałkowaty, ambitny, mocno przykuty do ziemi.

Później wracam do punktu wyjścia. Szukam pierwotnego Mateusza, nagiego, niewyrażalnego, który lubi samotność, a zarazem jest w stanie otworzyć się na drugiego człowieka. Z dnia na dzień, z wersu na wers - jak każdy, szukam miłości. Problem w tym, że te linijki to gramatyczny łamaniec. Mam nadzieję, że jeszcze nie zastygnę, że niedługo będzie co jeszcze ze mnie zbierać.

MP: Mateuszu, pochodzisz z Chełma, studiowałeś w Lublinie, teraz studiujesz w Warszawie, jak wypełniasz przestrzeń pomiędzy tymi miejscami, chodzi mi o inicjatywy społeczne? Jak je nazwać? Na ile ta zmiana miejsc zamieszkania ma na Ciebie wpływ i na to, czym się zajmujesz?

MG: Chełm - miasto rodzinne, Lublin to miasto studiów, Warszawa - miasto „biznesów”, zwykle miejsce pracy. Trzy zupełnie inne przestrzenie. W podobnej sytuacji jest oczywiście wiele osób, ale nie sądzę, aby wszyscy pokonywali odległości pomiędzy tymi miastami tak często. Do każdego trzeba się nastroić, zmienić przycisk, zapalić inną lampkę. Niedaleko domu trzymają mnie jeszcze inicjatywy, których się podjąłem wiele lat temu. Od 10 lat skauting, Chełmska Grupa Literacka, spotkania warsztatowe w moim II LO, w maju tego roku festiwal "Przestrzeń Literacka" czy "wygenerowanie" materiału dla chełmskich mediów.

Często mam ochotę odstawić to wszystko na bok i kiedy wracam, mieć „święty spokój”, móc posiedzieć w domu czy przy piwie z przyjaciółmi. Jak nie rozdrabniać się na trzy strony świata? Reguł nie ma, jest młodość. Póki jeszcze nie wrosnę w domowy fotel, wrosnę w te w komunikacji państwowej. Wydam trochę pieniędzy, trochę zarobię, trochę ponarzekam na drogi.

Trzy różne przestrzenie miejskie nie pomagają w pełnym poświęceniu się jednej sprawie, pomimo tego, że czasami wydaje mi się, że tak jest. Każda z nich uczy innego postrzegania ludzi, urzędników, animatorów, dzięki którym „coś się dzieje, coś ma rację bytu”. Chełm uczy mnie tego, że ktoś może cię olać, twoje pomysły potraktuje z pożałowaniem. Z takim przekonaniem jedziesz dalej i tylko od ciebie zależy, czy mając uprzedzenia, staniesz w miejscu, czy wymienisz dysk twardy i przełączysz myślenie na inne. Wielu, często młodych ludzi, rezygnuje, myśląc, że takie zasady i stan rzeczy panują wszędzie. Ja chyba sobie z tym poradziłem, mam nadzieję, że radzę. Chyba?

MP: Czy w kontekście tego, co napisałeś, wciąż warto zajmować się kulturą? 

MG: Zawsze warto, z tym, że należy znaleźć się w odpowiednim miejscu, wśród odpowiednich ludzi. Pytanie oczywiście retoryczne. Nawet teraz, w tym momencie tym się zajmujemy. Chyba warto :)

MP: Podsłuchalnia. To projekt, na który składają się wywiady z młodymi, nieznanymi jeszcze muzykami. Jak ich wynajdujesz?

MG: Zgodzę się w 50%. Z jednej strony tak barwne i różnorodne postaci jak: Adam Bałdych, Dawid Podsiadło, Mikromusic czy Robert M. Z innej - zespoły, które właśnie zaczynają, odnoszą pierwsze sukcesy. Wywiady ze znanymi to czasami zabieg marketingowy, robisz coś, bo wiesz, że zyska na tym marka, tudzież - blogosfera. Oczywiście masz możliwość poznać swoich idoli, podpatrywać. Rozmawiając z tymi, którzy dopiero rozpoczynają, jesteś bardziej szczery, poznajesz ich bardziej jako ludzi, a nie muzyków. Masz nawet wpływ na to, że ktoś zacznie ich słuchać. Jak ich znajduję? Od pół roku zrobiłem kolosalny postęp w mojej muzycznej wiedzy. Czasami zgłaszają się sami, czasami bywam na niszowych portalach, bardzo dużo czytam, zwracam uwagę, kto występuje w lokalnych klubach, kto ma mało cyferek na Youtubie.

MP: Zbliża się koniec roku. Jakie masz postanowienia? Plany literackie?

MG: W najbliższym czasie chcę wrócić do pisania. Chyba całkowicie naładowałem akumulatory, aby od czasu do czasu przysiąść nad frazami, słowami, które zapisywałem w wielu miejscach. Ten rok był wyjątkowo dobry, jeżeli chodzi o publikacje, udało się zrealizować wszystkie cele. Postanowienia? Zadbać o siebie, o zdrowie i samopoczucie. Popracować nad wieloma słabościami, naprawić trochę błędów. Może to dziwne, co napiszę, ale chciałbym się bardziej w sobie zamknąć. Ograniczyć pewne sprawy dookoła mnie i ciut wyciszyć. Zamknąć, zacisnąć krąg ludzi.

MP: Praktyka poetycka daje wiele wniosków, jakie wiersze lubisz pisać? Wolne, regularne? Masz ulubiony wiersz, do którego wracasz? 

MG: Wiersz musi zawsze powodować u mnie „falę cofnięć i zatrzymań”. W kwestiach „wizualno-warsztatowych” nie mam szczególnych upodobań. Każdy zasługuje na to, aby nazwać go po imieniu. Lubię te, w których akcentuje się stosunek jednostki do jakiejś większej wspólnoty. Ktoś tej zbitce słów musi dać się nabrać, jednocześnie zaufać autorowi. Za Czechowem - budować życie z fragmentów, drobiazgów, tudzież wersów, aby mieć ogląd na całą sytuację. O tym też wspominał Różewicz, że przecież urywek jest zawsze częścią większej całości. Jeżeli pytasz o własne - mam taki wiersz. Taki do którego zawsze wracam, nie będę wymieniał z tytułu, ale podpowiem, że za każdym razem po przeczytaniu zadaję sobie pytanie: „a Ty kiedy ostatnio robiłeś coś po raz pierwszy?".

MP: Tak, pytam o Twój ulubiony, własnego autorstwa. Pokażesz?

MG:

Reset

I. Apeiron
Jeździłem na tamtym małym rowerze, byłem naiwny-
puszczali mnie bez trzymanki, a to była zapowiedź
skoku, pierwszego upadku. Później tylko się bałem,
cały czas wracałem do ziemi, jak do małej tabliczki
na cmentarzu, kiedy bez trzymanki puszczali mnie
ku ziemi, szeptałem a p o k a t a s t a s i s.

II. Arche

Ta kobieta nosi moje zalążki, pojęcia, czasami drży
od fikcji mamy wiersze, od kocham rozsądek. Mixtape,
myślę jak zwierzę, mam się jak człowiek. Ta kobieta,
nosi słowa zza mojego języka. A mamy inne choroby,
inne zgłoski co obwąchują. Popiół.

III. Splitting

Ten będzie moim lepszym palcem. A to gorszy ząb,
w przyszłości puszczę przez niego wszystkie pospólstwa,
gnijące złote rybki. Z każdego łóżka plecy z godzin
odwiedzin, gotowe na rower i kobiety. To będzie mój nowy

mózg, ciało, mój nowy strup. Nowy cmentarz.

MP: Nie znałam tego wiersza. Kiedy debiutowałeś i jakie towarzyszyły Ci uczucia, pamiętasz?

MG: Oczywiście tamten czas wspominam bardzo mile. A będzie to już cztery lata temu. Nie spodziewałem się, że pisanie zajmie mi kawałek mojego życia. Pochodzę ze średniej wielkości miasta, w którym tradycje pisarskie sięgają wielu lat. Niestety - jeżeli mogę tak ująć - małe środowiska chorują na wydawanie książek, zamykają się na resztę, żyją i piszą same dla siebie. Nawet jeżeli spod piór wychodzą ciekawe rzeczy, to zwykle i tak te nazwiska nie dotrą do szerszego grona odbiorców. Tak było też ze mną. Z jednej strony - cieszę się, że tak się stało. Dostrzegam w swoim pisaniu zmiany, mam się od kogo uczyć, nikt i tak na pisaniu w tym kraju nie zarobi. Z drugiej strony - wiem, że mogłem pokierować tym o wiele lepiej. Skupiam się na tym, co aktualnie tworzę za kulisami, przymykając oko na przeszłość, śmiejąc się zarazem z tego, co było kiedyś. Ówcześni zbyt często wstydzą się swoich wierszy, w szczególności tych starych. Dążą do chorej perfekcji, każdy chce wydać idealną książkę, debiutować jak najlepiej się da. Czasami się zastanawiam: po co? 

MP: No właśnie, po co? Poezja już nie jest popularna? 

MG: Nikt nigdy nie powiedział, że ma być popularna. Nikt nie stawiał przed nią takich zadań. Gdyby taka była - ucierpiałaby na atrakcyjności. Znalezienie dostępu do drugiego człowieka nigdy nie było łatwe, malarstwo, muzyka - umożliwiają tę drogę, ale jest to opcja na skróty. Od języka wymaga się więcej. Mam wrażenie, że poezja nosi w sobie wszystko to, co do mnie należy i będzie należeć, odnajdę tam lęk, ale jest też dla mnie prywatną definicją wolności. Poezja doskonale odzwierciedla te uczucia, których się boję i te, które już nie powrócą. Pokazuje mi tropy, niedomówienia, wskazówki do gotowych rozwiązań. Zmienia myśli w rejestry, wszystko skraca, powoduje, że rzeczywistość jest dotykalna, cele możliwe, a przeszłość do ponownego rozważenia. Myślę, że ludzie, tak jak i ja - nie lubimy mieć wszystkiego a’la „kawa na ławę”, boimy się konkretów, myśli chowamy w rozmowach, debatach i literkach w formacie txt. Poezja jest prosta i podrzuca małe szkiełko, podgląd na człowieka. My mamy w sobie mało szczerości, dlatego uciekamy od wierszy. Gmatwamy, kręcimy, boimy się wyborów. 

MP: Anna Frajlich napisała: „To były czasy - walizka z podwójnym dnem, na wierzchu garnitur i potęga smaku, a tam pod spodem pokusa do potęgi”. Życzę Ci potęgi smaku, Mateuszu. 

MG: "Tak smaku, który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo". Z. Herbert. Potęga smaku.
Dziękuję Tobie Małgosiu - wzajemnie.

http://szafa.kwartalnik.eu/49/html/wywiad/poludniak.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...