poniedziałek, 27 maja 2013

Cykl emigracyjny - Joanna Fligiel

Niemcy
budziły mnie w nocy jękiem starych ludzi. Kładłam się między nimi, szturchałam, krzyczałam: nie mogę przez was spać! Dziecko przywołujące ciszę. Zaczynali miarowo oddychać. Milczę, gdy rodzi się lęk - głodny jak więźniarki z obozu, nie do pozbycia, przypominający fantomowy ból z zagojonego kolana dziadka.
Więc nie mów do mnie, że to obcy kraj. Wyrosłam na nim, na pannę z uginającymi się kolanami, niczym fasolka na wacie.



Maria, Chińczycy i sroki

Maria mieszka na piątym piętrze
i nie chce wracać do Polski,
choć jej niemiecki jest słaby,
a mąż wraca późnym wieczorem.

Maria mieszka w mieście ludzi
o wszystkich kolorach skóry,
kształtach oczu i religiach,
ale nie chodzi do Kościoła.

Maria wsypuje sól do kąpieli
i je mandarynki, bo wierzy,
że uchronią ją przed nowotworem
i kosztują mniej niż jedno euro.

Maria nie chodzi na spacery,
siedzi na balkonie i obserwuje
jak sroki doprowadzają
małego ptaszka do rozpaczy.

Maria chce wstać i rzucić w nie
mandarynką, ale przypomina sobie,
że na szóstym mieszkają Chińczycy,
dla których sroka jest symbolem radości.

Maria zaczyna płakać, zbyt cicho,
żeby sama mogła się usłyszeć,
więc nadal nie chce wracać.
Wstaje i wstawia wodę na ryż.


                                                                  © Joanna Fligiel







wtorek, 21 maja 2013

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...