poniedziałek, 4 lutego 2013

3 ulubione wiersze - Wojciech Michalec


Sny warte prawdy

       
     Nazywam się Wojciech Michalec rocznik 65 handluję, kombinuję, myślę - czuję potrzebę, więc postanowiłem zaprezentować trzy mini poematy „Europa”, „Matka matek”, „Święty Jerzy”. Tryptyk tworzący spójną wizję rzeczywistości, w której cierpię jak my wszyscy, wychodząc z traktatu Buddy Siakiamuniego „O wszechobecności cierpienia”. „Europa” opowiada o  świadomości bycia europejczykiem ogarniętym jej kulturą, bez zgody na zapomnienie krzywd i hańb. Poemat zaczyna się dość plebejskim w swoim wyrazie wprowadzeniem przez mit „Porwania Eropy” przez Zeusa w postaci białego byka o ciemnej skórze ale to nie jest próba doszukiwania się w tym akcie głębszego sensu czy metafory. Ma za zadanie wprowadzić w temat, rozwinąć personifikację nadającą  ludzki wymiar kontynentowi. Europa zatraca się w przemocy i okrucieństwie narastającym w miarę jej pozornej humanitaryzacji bo niby wszystko jest takie logiczne, miłe i kolorowe, a jednak przemoc nie mija. Narrator doznaje metamorfozy wędrówki, tak tożsamości jak i duszy od byka rozpoczynającego monolog przez obserwatora, po snajpera aż do pacjenta szpitala dla obłąkanych, ale obłęd jest tu najzdrowszą formą istnienia napiętnowanego jednak  wymogiem estetyki i pozytywnego wizerunku. Warto wspomnieć, że pod względem estetycznym utwór jest obciążony cechami pozwalającymi na recytacje, deklamacje.

niedziela, 3 lutego 2013

Octavio Paz. Ta chwila to ja sam* - Klaudia Raczek


Puste zwroty określają nas w czasie i przestrzeni, przemykamy pomiędzy tyloma dzień dobry i dobranoc. Czasem wystarczy czuć obcy oddech na policzku, żeby wiedzieć. Piękniejsze są słowa uśpione na wargach wody, na czole drzewa, na łonie góry. Jedynie krzyk nowo narodzonego dziecka możepowiedzieć dzień dobry życiu. Ten krzyk wyrywa się ponad fasady, fortece, fortyfikacje wielkich miast, gdzie wieczorem zobaczysz murarki niosące na głowach kamienie niby zgasłe słońca, ale już nikt ich nie namaluje, nie namaluje ich Vermeer. Wszyscy spadamy wraz z dniem, tłukąc się o szyby, parapety. Ludzie, ćmy.

To miasto bezsenne krąży w mojej krwi jak pszczoła, wywołuje deszcz, kiedy myję okna, wywołuje słońce, huk za ścianą, kiedy migrena, i nie można spać przy otwartym oknie. I włóczę się tam i z powrotem, tam i z potworem, kulanie od baru do baru. I miasto chodzi tam i z powrotem, a jego ciało kamienne.Wódka przed snem, wszystko staje się nagle jasne. Wczoraj to dziś, jutro to dziś, dziś wszystko jest dziś, kiedy jesteś obok. Kiedy leżysz na trawie i widzisz miękki, ledwo wyraźny obłok, z którego będzie deszcz.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...