środa, 7 sierpnia 2013

3 ulubione wiersze- Kasper Pfeifer

rocznik 90. Niczego nie lubi i niczym się nie interesuje. Publikował w czasopismach. Pracuje nad debiutanckim tomem i powieścią.











- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?

Kiedy poproszono mnie o skomentowanie trzech ulubionych tekstów własnych, stwierdziłem, że takowych nie mam, ale to było kłamstwo. To było kłamstwo wierutne, a przecież nieładnie jest oszukiwać. Oszustwa są wstrętne, a ja dobry chłopak jestem, więc napiszę prosto z mostu.Mój najulubieńszy tekst własny zasadza się na natarczywym nawiązaniu do jednego z ulubionych poetów i nie chodzi mi tu bynajmniej o stylówę pisania, ale rodzaj wyobraźni i postrzegania świata. 



Nazywa się „7 lat” i nazwa nie jest zaskakująca, bo tekst opowiada o obserwacjach kilkulatka, który nie rozumie. I ja sam, choć lat mam odrobinę więcej niż kilka, również nie rozumiem, bo świat to przecież rzecz wstrętna i wykrętna. Prawdopodobnie dlatego z taką łatwością przyjmowałem zawsze perspektywę dziecka, czego również nie pojmuję, bo dogaduję się z dziećmi średnio i jedyne co potrafię to grać z nimi w gałę i budować forty z piasku. Pewnie dlatego, że dzieci to bomby.

7 lat

młody i głupi
wziąłem rewolwer chomikowany przez dziadka
od wojny do kolacji
nie wróciłem

na śniadanie inka
skręt z siana z chłopakami pod blokiem
patrzcie mam spluwę to rewolwer

jak będę się golił to zabiję
nim żonę gdy jej brzuch zacznie górować
nad siedzeniem lekarz powie
tam – dziecko

ale skąd mam wiedzieć
co on może mi zrobić zanotuje
ten chłopak jest szalony ten chłopak jest bombą



Drugi tekst też jest o dziecku, ale tylko poniekąd, bo według mnie traktuje przede wszystkim o dzieciństwie na sposób fundamentalny. Nazywa się „Postrzyżyny” i opowiada o postrzyżynach. Powiązany jest z pewną traumą mojego dzieciństwa, gdy matka moja strzygła psy dla pieniędzy, a razem z psami strzygła i mnie – na łyso, takim elektrycznym, głośnym urządzeniem. Nienawidziłem strzyżenia na łyso, podziwiałem Planta, Morrisona i wszystkich długowłosych dziwaków. Później się wyzwoliłem, później przez kilka lat nosiłem włosy długie, ale w ogóle mi się to niepodobało, więc wróciłem do łysiny. Jak widać nie da się uwolnić od traumy.

postrzyżyny

matka zaczęła strzyc psy jako jedna z pierwszych w mieście
dlatego moja rodzina nigdy nie chodziła do fryzjera
zawsze byłem jeżykiem inne dzieci głaskały mnie po głowie
dziewczynki czochrały delikatnie zachwycone szorstkim obyciem

chłopcy bili dłońmi w czubek głowy bo byłem malutki
i krzyczeli na porost podobno taka tradycja takie odczarowywanie
nic i nikt nie dorośnie bez odrobiny bólu
koleżanki matki słodziły że jestem piękny

kto cię tak ostrzygł śliczny pytały a ja głupi wstydziłem się
koniec świata gdy dorośli swatają cię  ze swoimi córkami
a ty chcesz mieć włosy jak jimmy page powinieneś się cieszyć
mówiła matka – że jesteś taki ładny estetyczny

popychała moją głowę szumiała maszynką
nad uchem zdejmowała włosy jakby to były śmiecie
jakbym to nie był ja – wokół krzesła pełno śniegu
za koszulą igiełki włosy spadają lekko życie ciężkie



Ostatni z moich tekstów ulubionych napisałem na spontanie i dla draki, albowiem kiedy robi się życiowy wiraż, aż chce się takie teksty pisać. Nazwa nawiązuje do pewnej klasycznej formy, a w treści pozwoliłem sobie na wylewność. Mój ulubiony kolega od pijackich ekscesów Dawid Kasiarz jest tą wylewnością zachwycony, gdyż uważa, że w poezji powinno być miejsce na rokenrola. Również uważam, że w poezji powinno być miejsce na rokenrola i przykre jest, że coraz większa ilość czytelników taką prostotę odrzuca. Szkoda, ale to nie jest miejsce do dzielenia się osobistymi frustracjami, więc mogę jedynie pochylić głowę i przymknąć usta. Skończę jak zacząłem – nie rozumiem, ale cholernie mnie to bawi.

waleta

dziewczyno rzucam cię i nieszczęście zrzucam
na karb opowieści bo lubię odrobinę dramatu
kontrast dojrzały jak filmy w technikolorze
wydajesz się nieśmiała taka

niedostępna a ruchasz się z kim popadnie
i masz pretensję że nie ufam byle komu dziewczyno mówię ci
nie dam się już nabrać na te krowie oczy
ani na robótkę ręczną w pociągu

nie rozumiesz że naprawdę kochałem że dałem się zwieść
jak wszyscy wokół loczkom płynącym sylwetce
nie w pełni upiersionej i zawsze zakrytym pośladkom
myślisz że możesz bezkarnie

pchać mi łapy w spodnie obejmować
bo ja przecież na wszystko się zgodzę
ale jestem chytry wygrałem to musi być dla ciebie zaskoczenie
junacki byłem mówiłem kocham jeszcze przez kilka dni 

a potem umieściłem twoje zdjęcie w internecie
napisałem to moja była to cycki mojej byłej
nieuczciwa kobieta – i spotkałem się z pytaniami
dlaczego – jak – wybuchła dyskusja o mojej motywacji

o pełni twoich piersi i moralności widzisz
zaprowadziłaś mnie na skraj – rozpacz
na miarę dwudziestego pierwszego wieku
przez kobietę kłócę się z obcymi ludźmi w internecie


© Kasper Pfeifer


4 komentarze:

  1. Dac the szit bro. Entirely fuckable. Nadałbyś się do krakowa, ale to już wiesz xP

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne wiersze!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeci wiersz jest rewelacyjny - delikatny uśmiech wypełza na twarz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny poeta, myślałam, że będzie z Nim można porozmawiać w Warszawie na festiwalu, ale go nie zaprosili. Napyskował komuś, czy co?

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...