poniedziałek, 29 lipca 2013

3 ulubione wiersze - Rafał Derda

ur. 1978 r. w Koninie. Autor kilkudziesięciu publikacji poetyckich, prozatorskich oraz krytyczno-literackich (m.in. „Odra”, „Czas kultury”, ”Akcent”, „Topos”, „Kresy”, ‘Impart”). Redaktor naczelny kwartalnika internetowego „Instynkt”. Recenzent pisma literackiego „Portret”, współpracownik pism internetowych „Szafa” oraz „Inter-„








- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?


Pierwszy będzie „wielki tydzień”, a to z paru powodów. Opis tworzenia się jednorazowej i przypadkowej wspólnoty. Ciało i blok mieszkalny – dwie nieprzystające do siebie odłamki materii i jednocześnie dwa więzienia. Kolejny double impact  - bardzo dosłowne uderzenia, zarówno w tematyce, jak i  w formie utworu. Głupio byłoby więcej o nim pisać.   


wielki tydzień

szczyt bloku był kuleja uderzał w niego pięścią
bo nie wytrzymywał wytrzymasz mówiliśmy
i wierzyliśmy w niego kiedy pękały bandaże

i słychać było kostki o beton skóra
skóra beton o skórę kostki

z braku laku pobożnie było w niego wierzyć
bo potrafił oddawać za nas betonowi

a my staliśmy jak wierni na czuwaniu
jak całe miasto w sobotę ze święconką

beton bandaże skóra
beton bandaże kostki.

„jak na dole, tak na górze“. Trochę intertekstualnej wędrówki, a jednocześnie zero mozliwości  zbyt otwartej interpretacji. Przykro mi, ale tak lubię. Czego tutaj chciałem? Zabrzmi śmiesznie i naiwnie – połączyć umowną grozę rodem z Lovercrafta, czy też nawet ze współczesnej szkoły horroru z jak najbardziej nieumowną grozą rozgrywającą się tu i teraz. Bardziej chyba jednak na tym Lovercrafcie mi zależało. To tak jak z utworami The Smiths – myślisz że piosenka jest o miłości, a potem Morrissey mówi w wywiadzie że to o zakupach na ulubionej stacji benzynowej.

jak na dole, tak na górze


wszystkie tropy mówią, że przybyłeś za późno.
był głodny i nikt go tutaj nie znał.

[pamięć jest fosforowym pająkiem.
tylko we dwóch mielibyście z nią jakąś szansę]

tamci wyszli, jak gdyby cienie z mokradła,
wolał, by to było coś, ta siła wyrywająca ręce,

 jednakże mogli to być jedynie ludzie.
jakby wstyd miał go przeżyć – zanotował narrator.

ważna notatka – żadna gwiazda nie zgasła,
wszechświat się nie skurczył, gdy go tak zostawiali.

„czarny diamond”. Bo ostatni z napisanych. Bo niby luźny i ironiczny. Bo jaskółka. Bo po raz setny okazuje się, że Platona to sobie każdy sam wymyśla. Bo zło zaczyna się w domu, przy wspólnych posiłkach, kiedy masz osiem lat i czujesz że to nie jest ok zabijać dla mielonego, ale masz osiem lat i każdy może tobie powiedzieć, ciesz się, że nie jesteś tą świnką, krową, kurczakiem. A teraz patrzysz na to z dystansu i bierzesz w nawias wersów, a tak naprawdę udajesz że to nawias i znowu jesz co ci podano na język.  

czarny diamond

może by tak dzisiaj coś o jaskółce?
zwinnie, zgrabnie i z gracją.
a tak naprawdę to dziób pełen insekta.
nie szkodzi. pierwszy kto nie trawi, niech sobie rzuci.
nie ma chętnych, są za to opony.
ile zła się musiało przemielić, że w końcu
przetworzyło się to w tłuszczową tkankę.
już platon coś wspominał na temat, ale miało być
o jaskółkach. tak zrobimy. tak więc jaskółka siada
platonowi na ramieniu, a on do uczniów:
mówiłem? a nie wierzyliście

                                                            © Rafał Derda


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...