poniedziałek, 27 maja 2013

Cykl emigracyjny - Joanna Fligiel

Niemcy
budziły mnie w nocy jękiem starych ludzi. Kładłam się między nimi, szturchałam, krzyczałam: nie mogę przez was spać! Dziecko przywołujące ciszę. Zaczynali miarowo oddychać. Milczę, gdy rodzi się lęk - głodny jak więźniarki z obozu, nie do pozbycia, przypominający fantomowy ból z zagojonego kolana dziadka.
Więc nie mów do mnie, że to obcy kraj. Wyrosłam na nim, na pannę z uginającymi się kolanami, niczym fasolka na wacie.



Maria, Chińczycy i sroki

Maria mieszka na piątym piętrze
i nie chce wracać do Polski,
choć jej niemiecki jest słaby,
a mąż wraca późnym wieczorem.

Maria mieszka w mieście ludzi
o wszystkich kolorach skóry,
kształtach oczu i religiach,
ale nie chodzi do Kościoła.

Maria wsypuje sól do kąpieli
i je mandarynki, bo wierzy,
że uchronią ją przed nowotworem
i kosztują mniej niż jedno euro.

Maria nie chodzi na spacery,
siedzi na balkonie i obserwuje
jak sroki doprowadzają
małego ptaszka do rozpaczy.

Maria chce wstać i rzucić w nie
mandarynką, ale przypomina sobie,
że na szóstym mieszkają Chińczycy,
dla których sroka jest symbolem radości.

Maria zaczyna płakać, zbyt cicho,
żeby sama mogła się usłyszeć,
więc nadal nie chce wracać.
Wstaje i wstawia wodę na ryż.


                                                                  © Joanna Fligiel










Elżbieta też nie chce wracać do Polski

Niemiecki Elżbiety nie jest wcale lepszy,
chociaż ma niemieckiego Freunda
musi pracować i pracuje,
jak większość Polek w Niemczech.

Elżbieta myje starych ludzi,
odwdzięczają się jej uśmiechem
i dziesięcioma euro za godzinę.
Tych ludzi jest coraz więcej,

Elżbieta ma coraz mniej sił,
więc zaczyna boleć ją głowa,
jak niemiecką Frau,
i Freund przestanie być zadowolony.

Elżbieta będzie szukać innego Freunda,
ponieważ nie chce spać w kontenerach
z satelitarną anteną na dachu
i powiewającą biało–czerwoną flagą,

które mijam wjeżdżając na most,
łączący Düsseldorf z Neuss.




„ich habe”, „ich will”, „ich werde”*

Ewelina najdalej była w centrum miasta
na rowerze. Jej niemiecki pan ma też
samochód, ale Ewelina boi się. Ma Angst*
(odkąd skończyła szesnaście lat
i rozwaliła tacie dużego fiata).

Ewelina ma blizny po razach,
blizny po nieudanych związkach.
Nie ma domu i dzieci.
Ma pokój na piętrze
i niemieckiego pana.

Jej niemiecki pan jeździ na wózku,
ale bardzo dobrze płaci. Uczy ją,
jak poprawnie wymawiać:
„ja mam”, „ja chcę”, „ ja staję się”*.

Bo tu, nad Renem, się ma,
Bo tam, nad Wisłą, się czuje.

Ewelina nie chce już czuć.
Chce mieć, jeśli wróci.
I staje się, bo chce.


Angst* - lęk



Akordowa Janka

Janka to plecy pochylone nad truskawkami,
to płaski brzuch zbieraczki ogórków.
Janka to kozie łydki między winoroślami,
silne ramiona w sadzie Rostock,
chociaż w Rostocku co krok to burdel.

Janka to delikatne dłonie w pieczarkarni,
pot w szklarniach,
smród.

Janka nigdy więcej nie tknie się szparagów ,
nawet z sosem beszamelowym,

zarzekała się ostatnio w "Mei Mei Asia Restaurant",
nad talerzem "Chop Suey Hähnchenfleisch mit Reis".



Małgosia z pola szparagów:

kiedy jest ciepło i pali słońce
to nie ma gdzie się schować
kopiesz w deszcz
i w każdą niedzielę

jeśli masz kiepski kręgosłup
pracujesz co trzeci dzień
bo na drugi nie wstaniesz

ty płacisz że śpisz
ty płacisz że jesz
czasem nie zostaje
ci nic

nigdy tej wojny nie przegrali
mają co chcieli: obozy pracy
i największe getto – Izrael




Ola

Olę od marzeń boli dupa
(sama tak żartuje),
choć nadal jej szklanka
jest w połowie pełna, dotąd -
 -dokąd ma ważną kartę zdrowia.

Oli nikt nie zmuszał,
nie porywał z dyskoteki,
nie odebrał paszportu,
nie wie czy żałuje.

Ola przesypia podwieczorki,
bo największy ruch jest w porach
na Mittagessen*.

Nic więcej nie wiem
o Oli.




Selekcja

Hanna wybiera inaczej,
puszcza się w domu za prezenty,
kiedy przestaje je dostawać,
nie wpuszcza do domu.

Hanna bierze następnego kochanka,
jest przystojnym Holendrem,
dla niego nawet zmieni status,
na fejsie.

Hanna ma i imię i urodę po babce,
która umarła na śniegu,
w tym samym kraju,
w którym pragnie umrzeć Hanna.




Nina stamtąd

Nina zawsze zakochuje się na zabój,
wierzy w trwałą miłość,
ma już cztery kłódki na moście.

Nina pracuje w browarze na starym mieście ,
w wśród ludzi o wszystkich odcieniach,
nie tylko skóry, ale i języka.

Większość jest jak ona
przejazdem ,przechodniem,
niewielu stąd klientów.

Nina lubi swoją pracę,
zapach świeżo uwarzonego piwa,
fikuśne małe szklaneczki.

Nina pochodzi ze smutnego miasteczka,
w którym piwo lało się pod spożywczakiem,
z butelki wprost do gardeł,

więc Nina kupuje kolejną kłódkę,
w obawie że coś jej każe
tam wrócić.



Jadwiga i Rhein

Jadwiga dzisiaj nie pracuje,
lecz nadal ma czerwoną twarz,
jakby bez przerwy obsługiwała
prasowalniczy stół z wytwornicą pary.

Jadwiga nie pamięta, albo nie chce,
myśli o tych, których mija:
o transwestycie z kilkoma pieskami,
o starcu z buteleczką lekarstw.

Jadwiga chwali teraźniejszość,
ponieważ na nią może liczyć,
gdy gdzieś jej dziecko zostaje,
jak ona ,zbyt młodą mamą.

Jadwiga spogląda na rzekę
przy siedemset trzydziestym siódmym kilometrze,
porównuje się do wyżłobionego koryta
przez powierzchniowy naturalny ciek.


                                                                    © Joanna Fligiel










Nadaj mi imię, a stworzysz mnie:
Bożenka

Bożenka najpierw wyrzeka się języka,
potem Polaczków, a teraz swojej wiary,
bo czyż człowiek nie jest obłąkany kiedy wierzy,
że świat stworzony został w sześć dni?

Świat Bożenki tworzy Max,
konsekwentnie dzień po dniu,
z niemiecką perfekcją
obdarza cennym oświeceniem.

Bożenka usuwa historię
w gogle, odwiedzanych przez nią stron,
choć Max po polsku nie rozumie
i nie biłby jej jak ojciec matkę.

Bożenka każdego dnia szlifuje niemiecki,
by prowadzić z Maxem konwersacje,
które nie przemieniają się w dyskusje,
dlatego Max wierzy,
że będą z niej jeszcze ludzie,

a potem może zmienią jej imię.




Kopciuszek i przeznaczenie

Beata idzie do niemieckiej wróżki,
za dwadzieścia pięć euro
dowie się jak długo tu zostanie,
tak myśli dopóki nie poznaje Miriam.

Miriam kładzie karty i mówi dziewczynie,
że wszystko zależy od niej samej,
że zawsze są dwie drogi,
którymi może podążać.

Beata chce znać przeznaczenie,
a jeśli już nie imię swojego księcia
to przynajmniej miejsce, w którym go pozna,
w końcu płaci dwadzieścia pięć euro.

Miriam radzi zaufać sobie inaczej,
żaden z nich nie okaże się księciem:
ani ten młody brunet z dalekiego kraju,
ani starszy obrzydliwie bogaty blondyn,
którzy stoją przy Beacie
w kartach.

Miriam na Beacie nie zarobi,
Beata drugi raz nie przyjdzie,
bo są kobiety jak narody,
którym trudno wznieść się ponad
powszechnie przyjęte poglądy.




Kindermädchen

Martyna wie, co trzeba
zrobić człowiekowi,
żeby wyszedł na ulicę,
żeby pozwolił się krzywdzić.

Martyna wie, że płacz
tylko nakręca oprawcę,
jest taka sama,
lubi jak płaczą dzieci.

Martyna zostawia je
na śmietnikach,
kiedy słyszy ich lęk
biegnie na pomoc.

Tuli je mocno, całuje,
a gdy drżenie
drobnego ciałka ustaje,
czuje się spokojna.

Matka Ann nigdy nie miała
takiej dobrej niani,
bo kamerka nie monitoruje
śmietnika.

Martyna dostaje
dodatkowe sto euro,
lecz i tak odejdzie,
kiedy Ann zacznie mówić.




Po prostu Iza

Izabela nie chce rodzić
sobie własnych dzieci,
ani jemu, psa też
przygarnęła ze schroniska.

Jürgen patrzy w piękne oczy
Isabelli, zatraca się w ich głębi,
i choć nigdy nie lubił zwierząt,
nie przegania psa z ich łóżka

w nadziei, że dziecko będzie
ich, jak pies.



Wanda i wandale

Wanda wychodzi bez alprazolamu,
najgorzej czuje się w windzie,
za to Ren ją zaskakuje,
tylko kilka pań z pieskiem.

Wanda siada na drewnianej
wbetonowanej ławce,
tej przy 737 kilometrze.

Niczym się nie różnią,
uwięzione w miejscu,
porżnięte scyzorykiem.



Zuza

Zuza pracuje na kasie w Lidlu z samymi Rosjankami,
ale każda z nich potrafi życzyć miłego dnia perfekt
po niemiecku.

Zuza nie nosi pampersów przed świętami
i w niedziele nigdy nie pracuje,
jak w bogobojnej ojczyźnie.

Zuza wraca do domu przez oświetlony park
i za każdym razem dziękuję Bogu 
za elektryczność,

bo Zuza wie,
że świat jest ciemny
albo jasny.



Zwiastun

Tuż przed zaczyna się ziębnąć, aż do oddzielenia
mięśni od dwustu sześciu kosteczek. Masz wrażenie,
że kowadełko, strzemiączko, młoteczek wracają
do łuków skrzelowych, ale nie słyszysz plusków
wód płodowych, wewnętrznych głosów, pisków
ani sprzężeń – absolutnie nic – cisza.

Nie widzisz światła, tunelu i żadnego filmu,
jak babcia stawia przed tobą na ganku kakao.

Widzisz pogłębiającą się ciemność.

Padłeś – powstań, stajesz - jesteś
w tym samym miejscu, ja akurat w Düsseldorfie
na starym mieście, nie było mnie zaledwie
minutę, uklękłam i nie reagowałam,
przechodnie zrobili kółeczko, pytali:
czy wezwać karetkę?
Ale miałam tylko wilgotne spodnie.

Zmartwychwstałam i czuję się lepiej niż przed
reklamą śmierci. Jak dziecko
mam tylko stłuczone kolana.



Blurb dla dziewczyny z mostu

Może na jakiejś niewidocznej gwieździe
Jest niebo dla samobójców?
- Pablo Neruda

Kiedy spadałaś, widziało cię kilku kierowców.
jeden zahamował, drugi nie i w tym momencie
otworzyłam oczy. Wsłuchiwałam się w piski,
w głowie, lecz te zewnętrzne stawały się coraz
głośniejsze. Twoje życie wyło na alarm,
zagłuszyło moje. Nadleciał helikopter,
potem straż rzeczna, nurkowie, pogotowie
i dzieje się, niestety (jak w arabskim przysłowiu):
najbliższą z rzeczy jest śmierć, najdalszą – nadzieja.

Policja wieczorem rozsyła komunikat:
o dziewiątej trzydzieści utonęła biała,
młoda kobieta. Czy ktoś zauważył,
że zniknęła z jego życia - pyta,
zanim pojawiłaś się w moim?

A ty wyszłaś w przerwie (może śniadaniowej),
aby w końcu zamieszkać na niewidocznej gwieździe.



                                                                              © Joanna Fligiel











JOANNA FLIGIEL - ur. 6.08.1968 w Katowicach. Mieszka w Bielsku-Białej i Neuss w Niemczech. Obywatelka świata. (Uważa, że nacjonalizm jest ucieleśnieniem plemiennej niepewności.) Księgarka, ekonomistka, feministka. (Żona, matka). Wspiera Kampanie Przeciw Przemocy Domowej oraz inicjatywę Ratuj dzieci. Na stronie Śląskiej Strefie Gender zawiaduje strefą twórczości oraz strefą wywiadu, gdzie ukazują się jej rozmowy ze współczesnymi pisarkami i poetkami. Wydała dwa tomy wierszy: Autoportret (2008, Nagroda Główna w Konkursie zorganizowanym przez East Bay American Association - „Debiut 2008”) i Geny (2011, nagroda Grand Prix w III Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Granitową Strzałę”). W 2012 roku kilka jej wierszy ukazało się w trzecim tomie Wierszobrania - wydanym przez Stowarzyszenie Ochrony Poloników Niemieckich w Opolu oraz dwutygodnik Samo życie z Dortmundu. 

Foto: Andrzej Walkusz

8 komentarzy:

  1. Mari radości
    wolności od złości
    a także zdrowych kości.

    OdpowiedzUsuń
  2. życie składa się z bez i nadziei. bywa, że łączą się w pary i mnożą bez potrzeby. ale są!
    opisujesz życie bez zakłamań, jakie jest. wydaje się, że czynisz to beznamiętnie. wydaje...,
    z przyjemnością czytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej nie potrafię. Zaraz po tej publikacji zadzwonił do mnie telefon. Głos w słuchawce powiedział: - napisałaś o mnie wiersz. Nie wiedziałam, że Ewa tak łatwo siebie odnajdzie w jednej z historii, bo to nie była jej historia, ale jednak historie bywają do siebie bardzo podobne.
      Dziękuję za komentarz Witku.

      Usuń
  3. Życie jest tylko życiem i aż życiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tej kolekcji dodałabym: Gizelę z Mazur, Grażynę ze Świebodzina, Alę spod Wrocławia. Dodałabym bezimienne plecy, pochylone nad truskawkami, płaskie brzuchy zbieraczy ogórków, Wiktorię, która się zniemczyła, panią Adelę - mówiącą po polsku tylko z niektórymi. Dyskotekowe biodra dziewczyn, którym się udało jak Beacie i Renacie. Dodałabym również Barbarę, ale ona jest szczęśliwa - mimo że wnuczkę, widuje tylko kilka razy w roku.
    Asiu, potrafisz dostrzec nawet to, co zamakijażowane. Tutaj dźwięczy Twoja wrażliwość.
    Gratuluję i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Basieńko, miło mi czytać słowa, napisane przez kogoś, komu jak ja przyszło, opuścić kraj nad Wisłą i zamieszkać za Odrą.
      Mam taki zamysł, żeby napisać więcej, ale duszę go w zarodku, żeby nie przedobrzyć.

      Usuń
  5. Czytam. Wracają obrazy, pośród nich ta sama dbałość o troskę (jakie to nie po naszemu), by świat broń boże nie zmieniał się poza... Niech więc palą się te wieczorne latarnie, a po trzech latach, niech Zuza wie, że świat jest nie tylko jasny lub ciemny, ale i przyjemny. Na koniec czytania życzę, by każdy znalazł drogę do swej Miriam, gdziekolwiek jest. Ja znalazłem. Jestem szczęśliwy, dzielę się, obdarowuję nadmiarem innych.
    Dziękuję Ci, Asiu, że dałaś mi powtórkę dobrej lekcji Poezji.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie skomentowane. Bardzo dziękuję.

      Usuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...