poniedziałek, 8 kwietnia 2013

3 ulubione wiersze - Anna Nowaczyńska

poetka. W latach 1995-1997 związana się z Grupą Inicjatyw Literackich przy ZLP w Lublinie oraz od 1995 do 2001r. z Grupą Poetycką WYBÓR przy Warszawskim Oddziale ZLP. Jej utwory prezentowane były w antologiach poetyckich, a także w prasie literackiej, m.in.: Akcencie i Studium. Publikowała również m.in. wDwutygodniku, Gazecie Kulturalnej, Zeszytach Poetyckich, Toposie, Akancie, Fragmencie, PKPzin, Nestorze. Jest laureatką nagród i wyróżnień na konkursach poetyckich a także zdobywczynią grand prix OKP Jednego Wiersza Chojnice 2005. Otrzymała także nominację w XL OKP im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej w Świdwinie. W październiku 2012r. ukazał się jej debiut poetycki w warszawskim wydawnictwie ANAGRAM pt. Bezcennik.


- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?




Trudno jest się zdecydować na te, które lubię najbardziej.

Każdy wiersz ma swój posmak zatrzaśniętych chwil. Złowionych kolorów, odgłosów. Taki, w którym   są  drapiące emocje. Piękno i brzydota wymieszane, doprawione barwnymi porównaniami. Każdy wiersz obwąchuję, obchodzę nieufnie dookoła, czy to już – ta prawie doskonała forma obrała taki kształt, który będzie satysfakcjonował. Niestety, za każdym razem zostaje niedosyt. Czuję, że to  nie do końca dobrze zrobione latte (choć wolę espresso).  

Wybrałam wiersze, gdzie króluje złowiona codzienność. Wyrwane chwile i zatrzymane w kadrze. Nieoswojone. I człowiek. Jego złożoność. Jego nadwyżka emocjonalna. Niepokoje, które doskonale w poezji się mieszczą. Nadwrażliwość i dyskomfort w wieloznacznej rzeczywistości. Całe bogactwo chcianych i niechcianych podróży. Tych bez celu i tam gdzie trwają  gry z czasem. Mający wiele pytań - taki który wciąż szuka. Doskonałości kawałka swojego świata w wielkim współczesnym torcie.



Nad Czechówką

Popalony chmur atrament. Czerwony drewniak (bo z biedronką).
Chodnik z niebieskich wstążek. Nadgniłe nitki roślin.
Kawowe łydki dzieci. Ukośne usta gazet. A na rogach planety.
Daleko kościół. Dzwony na majówkę i drżący w pazłotku księżyc.
Garb - na nim tasiemki ulic. I chudy rotmistrz z oślimi uszami.



Pierre Bergé wyprzedaje zbiory Laurenta

Wynoszą w zielonym materiale
wielokrotnie przestawianą grecką wazę. 
Mondriana kreski cienkie
i jego długie ostre oranżowe prostokąty.
(wzór na sukienkę z kolekcji z 1965)

Światło jest mieszanką cynamonu i słodkiej papryki.

Na każdym centymetrze rzeźby
(gdyby sprawdzić próbą precypitacyjną)
są widoczne gramy czułości.

Na różowo błękitnym dywanie
pożółkły kwiaty Matissa
A Goi i Ingres’owi niespieszno na Grand Palace.
Podpatrują robotników jak zajadają
bagietkę i ser grujer z niebieskim włóknem.

Spokojny jest tylko ptak Senufo
i płaski portret YSL Warchola

Czekają nieodebrane srebra Yves’a
(porównywalne do kolekcji księżnej
Marie-Laure de Noailles)
Dywany stare płótna meble art déco.
I serce na ikonie napompowane złotem.

Wszystko pod drewniany młotek.



Po powrocie do Meksyku. 1934.

Diego (moje uzależnienie)
dotknął siostry i jej ud.
On jest jak zakaźna choroba.
Deformuje ciało. I środek ciała.
Jestem cierpkim arbuzem
A w nim wiele zgniłych pestek.

Obcięłam włosy.
Wiszą wszędzie. Niczym martwa natura.
Brwi i łono spięłam metalową klamrą.
Już nie zalęgnie się płód.
Naszyjnik cierniowy trochę uwiera.
Ale pasuje.
Tak jak piersiówka którą codziennie noszę
jako ozdobę.
(Tylko kilka kropel tequili albo copiosas).
Za to dużo maluję.
I jestem wulgarna.

                                                      © Anna Nowaczyńska 

2 komentarze:

  1. " Po powrocie do Meksyku," wywarł na mnie ogromne wrazenie

    Sasza

    OdpowiedzUsuń
  2. Kościoły podobne są do knajp w jednych i drugich ludzie upijali się... w jednych alkoholem w drugich religią.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...