poniedziałek, 14 stycznia 2013

Marcin Włodarski rozmawia z Dariuszem Szymanowskim


Głos z drugiego brzegu

Marcin Włodarski.: Co czytałeś w dzieciństwie?

Dariusz Szymanowski.: Niewiele. Tak. To jest prawda. W moim rodzinnym domu, a jeśli chodzi o ścisłość, małym mieszkaniu na olsztyńskim Zatorzu przy ulicy Moniuszki, nie było zbyt wiele książek. Pamiętam jednotomową encyklopedię PWN, dwutomowe wydanie „Krzyżaków” Sienkiewicza, które mnie i mojej starszej siostrze czytali rodzice. Jakieś poradniki, kryminologie i podręczniki z materiałoznawstwa, mojego ojca. Poza tym kilkanaście pozycji, z popularnej w tamtych czasach serii „Koliber”, wydawnictwa Książka i Wiedza. Mam te książki do dzisiaj. Z perspektywy czasu wydaje mi się to zupełnie niesamowite, że pod koniec XX wieku w Polsce, istniała oficyna, która wydawała Stendhala czy Plath w nakładach rzędu 200 000 egzemplarzy, za 45 ówczesnych złotych. Lata osiemdziesiąte i wczesne dziewięćdziesiąte, to był czas, w którym jedynymi książkami, jakie kupowała większość ludzi, były szkolne podręczniki bądź codzienna prasa. Na urodziny dostawało się częściej skarpety, ciepłą czapkę, czy plecak, który miał zastąpić wysłużony tornister, zamiast książek. Pamiętam, że pierwszą książką, jaką otrzymałem od rodziców jako prezent, była „Europa” Normana Davisa, gdy byłem już w Liceum. Dzisiaj może to trochę dziwić, ale jeszcze niedawno książka kosztująca ponad 100 złotych to był niemały wydatek dla czteroosobowej rodziny. A i dzisiaj, mam wrażeniem, niewiele się pod tym względem zmieniło. Oprócz szkolnych lektur, w dzieciństwie literatury zasmakowałem zatem niewiele. W tamtym czasie bardziej interesowało mnie to czy kolega z klatki obok, który jako jedyny posiadał „biedronówkę”, będzie mógł wyjść na dwór i czy uda nam się rozegrać chociaż jeden mecz.


M.W.: Czy masz jakiś obrany przez siebie cel pisania wierszy?

D.S.: Banał: świat i człowiek wymagają celu i wszystko co z nim związane także. To co mówimy, to co robimy, robimy wszak zawsze po coś. W każdym razie powinniśmy robić w jakiś, mniej lub bardziej wyraźnym, celu: także banał. Poezję traktuję bardzo poważnie, chociaż czasami miewam opory przed mówienie o sobie: poeta. Często nie mogę wyobrazić sobie sytuacji, w której staję przed własnym ojcem i na pytanie – „Czym się obecnie zajmujesz?” – odpowiadam. – „Piszę wiersze tato. Jestem poetą”. Jest w tym trochę coś z pewnego rodzaju zażenowania, z faktu, że człowiek chciałbym życie poświęcić poezji, a tu na co dzień sprawy takie rachunki za prąd, wodę i zakupy, ciągną go do ziemi. Ale to przyciąganie poczytuję jako rzecz zbawienną, także dla mojej poezji. Dzięki temu jestem bliżej krwiobiegu. Cel pisania wierszy? Pisanie jest dla mnie próbą powrotu do elementarnej wyobraźni. Do czystego patrzenia. To także próba poszukiwania szczerości, oswajania świata i siebie, i innych. Poezja to ocalenie od zapomnienia. A jeśli przy tym wszystkim, komuś kto przeczyta moje wiersze, coś się rozjaśni, czy też objawi „drugi brzeg”, uznam, że kolejny cel - „tłumacza myśli na rzeczy mniej złożone” – będzie chociaż w małej części, spełniony.

M.W.: Widzisz jakieś różnice między poezją końca XX wieku a dzisiejszą? Może sami autorzy się czymś różnią?

D.S.: To jest trudne dla mnie pytanie, bo pośrednio dotyczy i mnie. Muszę przyznać, że niewiele czytuję „dzisiejszej” poezji. A gdy już trafię na taką, mam nieodparte wrażenie, że większość z tego wydana została na zagładę. Czytając, czy też samemu pisząc, zawsze towarzyszy mi pytanie: ile z tego zostanie dla ludzi za dwadzieścia, pięćdziesiąt, sto lat? Na ile czytelne, uniwersalne, zatem ważne, będą te słowa napisane przeze mnie dzisiaj. Poetów mamy teraz o niebo więcej niż pod koniec dwudziestego wieku. Niezliczoną rzeszę wirtualnych Mickiewiczów, dających się złapać w sieci, publikujących i komentujących. Poetów – krytyków. Piszących o wszystkim i o niczym na raz. Kiedyś mówiono, że grafoman od poety różni się tylko jednym. Ten ostatni ma na swoim koncie już wydaną książkę. Wydać tom poezji dzisiaj, w dobie wydawnictw na zlecenie, Internetu, portali, wortali i forów, przestało być już problemem. Znika gdzieś „sito” w postaci pism literackich. Kolejne pojawiają się i znikają. A poezja stała się produktem. „Produkowanym” na wagę, na ilość, na kilobajty informacji. Niektórzy poeci nie osiągnąwszy trzydziestki mają już na swoim koncie poezje zebrane. Jakby wydawca przeczuwał ich niechybną śmierć, bądź tylko koniunkturę.
Rola poezji uległa zmianie, a co za tym idzie rola samego poety. Jego głos nie jest już tak potrzebny jak kiedyś, choćby 30 lat temu. Dzisiaj nie potrzebny jest już koryfeusz, który prowadzi, wyjaśnia, podpowiada i oddziela głos czysty od fałszu. Nie żyjemy, jakby wielu chciało, w czasach Postmodernizmu. Stwierdzenie, że jesteśmy ludźmi ery ponowoczesnej jest niewiele warte. Niczego nie wyjaśnia, donikąd nie prowadzi. Otóż, żyjemy jak się zdaje, w czasach Wielkiego Postu, czasach samoobsługi, jednorazowości, strachu przed uzależnieniem, które rozumiem jako „danie słowa”, związania się i poświęcenia, wreszcie zaufanie. A poezja staje się zupełnie zbędna, nie podpowie nam bowiem co grają w telewizji w piątkowy wieczór. Ale przy tym wszystkim trwam w przekonaniu, że nasze staranie warte jest funta kłaków, a każdy dobry wiersz ocala od zapomnienia. Tadeusz Kubiak napisał kiedyś taki krótki wiersz, który mógłby, jak sądzę – trafnie - odpowiedzieć na tak postawione przez Ciebie pytanie:

              Wielu tak niestety
              Dziś głosu poety,
              Przy pomocy ucha,
              Drewnianego słucha.

M.W.: Debiutancki "Drugi brzeg" powstawał długo? Rodził się w bólach tworzenia? Czy raczej jest tworem chwilowego impulsu?

D.S.: Wiersze zebrane w „Drugim brzegu” były w większości publikowane już w prasie literackiej. Najstarszy wiersz w tym tomie liczy sobie już chyba sześć czy siedem lat. Część wierszy nie znalazła miejsca w tej książce. Część uznałem za nienazbyt dobre. Inne za nie pasujące do całości. Sama książka, w takim kształcie w jakim dzisiaj można ją przeczytać, była gotowa już rok temu. Ale napisanie książki to jedno, wydanie jej to już większy problem. Kilka wydawnictw odmówiło, kilka zaproponowało wydanie e-booka, jedno zaprosiło za trzy lata, ze względu na kolejkę oczekających do wydania. Ale uznałem, że dłużej czekać już nie mogę, bo w końcu emocje towarzyszące pisaniu „Drugiemu brzegowi” miną, ulotnią się.
Co do bólu tworzenia, to muszę się przyznać, że nie piszę zbyt wiele. W książce jest 29 wierszy, z okresu ostatnich siedmiu lat, co daje mniej więcej 4 wiersze na rok. To nie wiele. Ale powodem takiego stanu rzecz jest to, że za pisanie zabieram się dopiero wtedy, gdy dane emocje, słowa, fraza i rytm opanują mnie na tyle, że jestem wstanie wykrztusić jej z siebie.

M.W.: W jednym z wierszy piszesz: Cóż/ jestem tu na chwilę/ i bez zaproszenia,/ lecz/ mogłem wybierać:/" Czy to znaczy, że już niedługo znajdziesz się na drugim brzegu?

D.S.: Nie znam dnia. Ta niewiadoma zmusza mnie do uważnego przyglądania się wszystkiemu co mnie otacza. Tytułowy „Drugi brzeg” to nie tylko ten metaforyczny brzeg Styksu, niebo czy piekło, w końcu i ono dla niektórych stać się może celem. Drugim brzegiem jest dla mnie wszystko poza granicą mojego własnego ciała. To stół, fotografie, łóżka i halki, to drugi człowiek do którego każdego dnia „przepływam” odległość, która nas dzieli od siebie. Co dzień przekraczam granicę słowa, granicę dotyku, granicę czułości. I właśnie czułość wydaje mi się najważniejszą cechą, o której dzisiaj zapominamy. Czułość wymaga zaangażowania i poświęcenia i swojej uwagi i siebie. Czułość dla rzeczy zwyczajnych, najmniejszych takich jak kubek czy książka, widok z okna. I nasza – kiedyś –nieobecność, wierzę w to, będzie niczym wielkim. Ot, jesteśmy i w końcu nas nie będzie.

M.W. : Ja już jestem na drugim brzegu. Kurwa, trzeciego nie ma. Co mi radzisz?

D.S.: Spróbuj wrócić na pierwszy. Choć kto wie, który jest pierwszy a który ostatni?

M.W.: Jakieś plany?

D.S.: Czas po wydaniu książki, to zwykle czas spotkań autorskich. Na początku grudnia odbyło się jedno w siedzibie wydawcy, czyli w Starym Ratuszu na olsztyńskim Starym Mieście. W najbliższym czasie czekają mnie „występy” w Katowicach. W 2013 roku chciałbym usiąść nad drugą książką. Kilkanaście wierszy już jest. Pewnie nie będzie ona grubsza od „Drugiego brzegu”. Ja w ogóle nie lubię grubych książek. Chciałbym aby weszło do niej 25 góra 30 wierszy. Czas pokaże i zweryfikuje moje założenia. Oprócz tego mam zobowiązania względem „VariArta”, do którego od 2011 roku piszę „Szkice z obrazkiem”. Krótkie apokryfy poświęcone dziełom malarskim i ich twórcom. Chciałbym wybrać się też do Rijksmuseum, odwiedzić starego Vermeera. Myślę też nad spotkaniem pisarzy na olsztyńskim Zatorzu, moim ukochanym miejscu na ziemi. Takim mikro festiwalu literackim. Marzy mi się termin 24 czerwca. Mam już nawet nazwę: Janki. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.
Wynalazek

Drogi Janie Gensfleisch â
Po co i na co właściwie, to całe zamieszanie?
Czy nie lepiej by nam było bez twego wysiłku?

Na nic tłumaczenia i twarde dowody
na postęp ludzkości, która dzisiaj tonie
pod stertą papierów, spóźniona, bezmyślnie.

Wszystko tu duże i wszystko w nadmiarze,
jakby tylko liczba mnoga mogła dać świadectwo.

Wynalazek twój owszem, ułatwił nam życie.
Jeden dzień pisania, jeden praca mrówek
zatopionych w inkauście szarym, ciemnoszarym.

Dziś nawet wczorajszy debiutant, ma na swoim koncie
tom wierszy zebranych, których nic nie łączy;
bo łączyć nie może.

Iks milionów gazet codziennie donosi,
o piankach do włosów i wojnie domowej
i trudno jest odróżnić co prawda, co tylko zmyślenie.

Nikogo już dziwi zbiorowe szaleństwo,
autobiografia chłopca, który w alfabecie
dotarł dopiero do liter b.

I tylko czasem,
między jedną a druga stroną,
słychać cichy szelest
i uśmiech zecera.


DARIUSZ SZYMANOWSKI - ur. w 1984 roku w Olsztynie. Poeta, prozaik. Publikował m.in. w Kwartalniku Artystycznym, Pograniczach, Kresach, Opcjach, Portrecie, Tece, Gazecie Olsztyńskiej, Wyspie, RED.zie, Migotaniach/Przejaśnieniach, Pro Libris, Kwartalniku, Zagłębiarce, Dzienniku Polskim (NY). Od 2011 roku w olsztyńskim VariArcie publikuje felietony pt. Szkice z obrazkiem. Laureat ogólnopolskich konkursów poetyckich m.in.:Turnieju Jednego Wiersza (MDK Koszutka, Katowice 2012). Stypendysta Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie w dziedzinie literatury (2012). Autor książki Drugi brzeg (WBP, Olsztyn 2012).

MARCIN WŁODARSKI – autor książek z wierszami pt. Sommy i Po własnych śladach. Publikował w prasie literackiej. Współpracował z pismem Portret. Recytował ogólnopolsko z sukcesami i udzielał się teatralnie (Towarzystwo teatralne Scena 2 w Kwidzynie, założyciel teatru Szatnia w Suszu). To jednak już przeszłość. Teraz sprawdza klasówki i prowadzi blog http://czytaniewpiwnicy.blogspot.com/

1 komentarz:

  1. Czego się Jaś nauczył to Jan umie ale i w starości może się uczyć zmieniając ja w ten sposób w młodość...

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...