piątek, 31 sierpnia 2012

"Nowy dokument tekstowy" Krzysztofa Szeremety

Cykliczne rozmowy o książkach w SZAFie prowadzą:

JAKUB SAJKOWSKI - pisze wiersze, tłumaczy, studiuje, uczy angielskiego i rosyjskiego. Dwukrotnie nominowany do głównej nagrody konkursu im. Jacka Bierezina (2008, 2009), wybrany przez Andrzeja Sosnowskiego do projektu Połów 2009. Laureat wyróżnienia w I edycji konkursu im. Andrzeja Krzyckiego na debiutancką książkę poetycką. Wiersze, a także - okazjonalnie – tłumaczenia publikował min. w Pro Arte,Arteriach, na stronie internetowej Biura Literackiego oraz w lokalnym wydaniu Gazety Wyborcze”. Niedawno nakładem Zeszytów Poetyckich opublikował swoją debiutancką książkę poetycką Ślizgawki, wyróżnioną w Złotym Środku Poezji. Prowadzi także, wraz z Justyną Krawiec, blog literacki www.czytnikliteracki.blogspot.com. Mieszka w Poznaniu.

http://czytnikliteracki.blogspot.com/


TERESA RADZIEWICZ - jest autorką trzech książek poetyckich: "Lewa strona" (2009 - Literacka Nagroda Prezydenta Miasta Białegostoku im. W. Kazaneckiego), "Sonia zmienia imię" (2011), "Samosiejki" (2011). Publikowała min. w Studium, Tyglu Kultury, Arteriach, Migotaniach, przejaśnieniach, Pro Arte, Notatniku Satyrycznym, Frazie, Toposie. Mieszka na Podlasiu.

http://reteskowo.blogspot.com




Jakub Sajkowski
: Wielu debiutantów z kimś się kojarzy. Zaczyna taki młody poeta, oczyta się poezji współczesnej, po czym bardzo często łatwo jest odszukać te czy inne wpływy. Jedni piszą "Dyciem", inni "Sosnowskim", jeszcze inni "Pasewiczem". Z debiutem Krzysztofa Szeremety mam natomiast tak, że w zasadzie nie kojarzy mi się z nikim. Czytam sobie te wiersze bez wrażenia "o, a teraz zajechał Dyckim"; "o, a teraz Zadurą"; "o, a teraz Sosnowskim". Ponoć niektórzy, którzy zapewne nie czytali tych wierszy, ale podchwycili słowa "katolik" czy "prawica" występujące gdzieniegdzie w kontekście Krzysztofa Szeremety, usiłowali zestawić go z Wojciechem Wenclem, ale to jest sZAFA, kwartalnik, czasopismo z numerem ISSN, więc zachowajmy odrobinę powagi. 


Teresa Radziewicz: Nie rozumiem dlaczego zestawianie Szeremety z Wenclem jest niepoważne – ze względu na ortodoksyjność drugiego czy odrębność pierwszego – pytam z ciekawości. A jeżeli chodzi o "Nowy dokument tekstowy", to w czasie lektury przyszło mi na myśl słowo-wytrych: intertekstulaność. Termin związany z poststrukturalizmem, "wymyślony" przez Julię Kristevą, a właściwie zapożyczony od Michaiła Bachtina, zawierający koncepcję, według której każdy tekst literacki wchłania w siebie inne wcześniejsze teksty, czyli jest pewną siecią zapożyczeń, cytatów, klisz, oczywiście nie w sensie, że jest naśladownictwem kogoś/czegoś, ale właśnie tak się tworzy. I kiedy czytałam wiersze Szeremety, miałam ochotę właśnie na analizę intertekstualną czyli odtworzenie procesu powstawania tekstu poprzez wydobycie zapożyczeń. Ciekawe, jak takie czytanie tomiku Krzysztofa ukazałoby funkcjonowanie tekstu?

JS: Co do Wencla – „powaga”, to jest słowo-klucz. Chodzi o to, że nieuważny czytelnik podjarałby się pewną (liturgiczną) rekwizytornią, i na tej podstawie wyprowadziłby chwytliwe porównanie – tymczasem u Szeremety są to wiersze napisane w zupełnie innym rejestrze – patosu znacznie mniej, kwestia powagi – niejednoznaczna. Czytając je często nie wiem, czy w danym momencie mam się uśmiechnąć czy nie. Być może wpływ ma na to zestawienie tej rekwizytorni religijnej z rekwizytornią sportową – to może banał, co powiem, ale mimo swojego rozrywkowego jednak charakteru sport to sprawa, która jest traktowana przez fanów z czcią niemal religijną. Czytelnik ma szansę tę „nabożną cześć” obśmiać. Szeremeta być może momentami też to obśmiewa (być może nie tylko fetyszyzację sportu, być może sport to jedynie przykład, symbol), a jednak są tu też takie frazy jak jebać Babilon i całą rodzinę jego, która w zaskakujący sposób przenosi nas ze świata kibolskiego fanatyzmu do kwestii zupełnie fundamentalnych. Jest także Wiersz do Boga, którego tytuł wcale nie wziął się, jak mi zdradził autor na wieczorze autorskim w Poznaniu, od stwórcy, a od imienia kolegi. To mi się chyba najbardziej podoba w tym wszystkim – że „obśmiewanie” jest dla Szeremety za proste, to raczej „wodzenie za nos”, które odbywa się sprawiedliwie i w obie strony. A co do intertekstów – zapewne są, ale… no właśnie, ten tom mi się z nimi nie kojarzy, one są użyte po to, aby powstało coś, na co jest bezsprzecznie własny pomysł.

TR: Zastanawiam się, jak ująć dwie rzeczy, o których chcę teraz powiedzieć. Pierwsza – że tak naprawdę to „zestawienie rekwizytorni religijnej z rekwizytornią sportową” wcale mnie jakoś nie zaskoczyło. Czytam sobie i myślę: debiut młodego człowieka, wychowanego (zapewne) przez wierzących rodziców, cóż w tym dziwnego, że ogarniając rzeczywistość, o której pisze, sięga do spraw bardzo ważnych dla dziecka wypełniającego praktyki religijne, dla chłopaka zawładniętego sportową pasją, dla młodego, dojrzewającego człowieka – mamy więc nie jakieś udziwnienia, ale pewne rozliczenie, próbę nazywania rzeczy istotnych, jakieś poszukiwania, pragnienia, często spojrzenia z dystansu, a ten ma to do siebie, że niesie ironię. I tu mam tę drugą sprawę, związaną z intertekstualizmem, nazwałabym go, świadomym. Czyli sięgnięcie po pewne kody związane z religią i ze sportem, tutaj są te zapożyczenia. Jak brzmi motto tomiku? „Ab illo benedicarius in cuius honore cremaberis” - „Niechaj cię Ten błogosławi, na którego cześć spalać się będziesz” - to są słowa modlitwy wypowiadanej nad kadzidłem w czasie zasypywania trybularza. I pytanie: czy takie motto można potraktować niepoważnie? A jeżeli poważnie, to co ono mówi uważnemu czytelnikowi? Popatrzmy na tytuły wierszy, tam widać tę wybuchową mieszankę – poszukajmy znaczeń.

JS: Ale mówiąc o „własnym pomyśle” umiejscawiam ten tom w pewnym kontekście, tzn. kontekście polskiej poezji, bądź poezji debiutantów – miałyby sens zarzuty, że Szeremeta „rżnie z Honeta” (redaktora tego tomu), ale z Honetem się mi one nie kojarzą. Z Zadurą nie kojarzą się również, mimo że Zadura kiedyś napisał wierszyk pt „Bóg, honor, ojczyzna” – Widzew psy, Legia kurwa, Śląsk ponad wszystko. A, właśnie, Zadura to jednak zdecydowanie niemłody poeta. W ogóle, wydarzenia sportowe pociągają chłopców kopiących piłkę na „Orlikach”, jak również ich tatusiów. Podobnie jest z grami komputerowymi (ten rejestr również się pojawia, tak, tytuł jest „cyber”, „Psalm wstępny” odbywa się nie tyle na boisku, co na komputerowym odwzorowaniu tegoż). W każdym razie, to, kim jest, ile ma Szeremeta lat, nie powinno nas zasadniczo interesować. Ważniejsze, czy ma coś do powiedzenia i jak to robi. Nie jest też „szokujący” wybór rekwizytów, a „brak udziwnień” to raczej zaleta. Ważne jest to, co autor (młody czy niemłody, czy też już w ogóle emeryt marzący o Noblu) robi z taką a nie inną rekwizytornią. Cytaty z biblii ustawiają właśnie spojrzenie serio, natomiast rejestry sportowe, oraz rodem z gry komputerowej – nieco mniej serio. Całość odbywa się pomiędzy religią, rozrywką a nabożnym spojrzeniem na fetysze dużych chłopców. A i to wszystko nie jest pewne, bo styl biblijny zestawiony jest jeszcze z takimi wierszami jak „Wiersz dla Boga (II)”, w którym autor (czy też podmiot liryczny, zejdźmy z „młodości”, bądź „starości” autora, a zacznijmy mówić o postaci mówiącej w wierszu) dworuje sobie z nazwiska księdza Baki. To, na ile udają się poszczególne triki bądź nie, też takie istotne nie jest. Przyjemność daje sam fakt niepewności, próby odnalezienia się pomiędzy rejestrami. Trochę odszedłem od kwestii, którą chciałaś poruszyć na końcu. Więc dobrze, znaczenia. Myślę że słowem-kluczem (być może jednym z wielu) jest walka, ten prawy prosty, pojawiający się w tytule jednego z tekstów. Nie wiem tylko, na ile właśnie jest to na poważnie. Czy to jest zabawa, jak w grze komputerowej, czy jest to śmiertelnie poważne „jebać Babilon”, walka dobra ze złem, czy też coś, co jest traktowane przesadnie serio, choć być może nie powinno (jak wspomniane przeze mnie fetysze dużych chłopców). 

TR: A może właśnie o to chodzi, żeby trochę pooszukiwać, pochować się – niech czytelnicy kombinują – na ile żartem, na ile serio. Albo jeszcze inaczej – wszystko jest jak w życiu, trochę żartem, trochę serio? Wracając do kontekstów – moja propozycja związana z intertekstualnością nie dotyczyła poetów współczesnych (chociaż powiązania dałoby się odnaleźć, bo - jak to śpiewa Kazik – „Polska. Mieszkam w Polsce. Mieszkam w Polsce. Mieszkam tu, tu, tu, tu!”), ale ogólnie TEKSTÓW (kultury, religii...) i określenia „zapożyczenia” nie używam w znaczeniu perojatywnym, a żeby pokazać to nakładanie się różnych warstw, tworzenie „siatki tekstu”. Teoretycznie masz rację mówiąc, że nieistotny dla czytelnika wiek, status, przekonania itd. autora, ale – przekornie – w jakiś przewrotny sposób taka wiedza czasami pozwala odkryć w wierszach coś istotnego. Zgodzę się natomiast, że to, co wyprawia z rekwizytornią autor „Nowego dokumentu tekstowego”, jest godne zwrócenia uwagi na tego debiutującego mocnym tomem poetę.

JS: Tak, zgodzę się tutaj, że widać - może niekoniecznie metrykę – ale z jakich środowisk językowych ten tom czerpie – że to połączenie rejestrów biblijnych (tradycji) ze współczesnymi, odnoszącymi się do popkultury; w tej dość pojemnej i nienowej kategorii Szeremeta porusza się jednak pewnie, to znaczy ma pomysł na to, co chce powiedzieć i jak to zrobić. Tutaj punkt dla niego, i to zupełnie bezboleśnie dla różnych „środowisk” czy tradycji, z którymi nie walczy, raczej czerpie, buduje sobie arenę. 

TR: Ja z Kubą po tym wstępie szykujemy się do długich nocnych rozmów rodaków, a że nie chcemy dalszymi dywagacjami zanudzić ewentualnych czytelników, to tylko polecimy lekturę „Nowego dokumentu tekstowego”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...