czwartek, 17 maja 2012

Interesująca twórczość - Łukasz Kuźniar


Łukasz Kuźniar – student filologii polskiej. 
Wiersze publikował w internetowym wydaniu Odry, na portalach Liternet, Allarte i Nieszuflada.pl. Członek Partii Zieloni 2004, feminista. Zajmuje się przekładem tekstów literackich, układa rymowanki, pisze dramaty i poezję. Mieszka w Rzeszowie.




Na wiersze Łukasza trafiłam na jednym z internetowych portali poetyckich około roku temu. Od tego czasu Łukasz zrobił tak spore postępy w pisaniu, że dziś czytam każdy nowy wiersz z ciekawością i (nie ukrywam) najczęściej ogromną przyjemnością.
Łukasz Kuźniar jest bardzo dobrym obserwatorem otaczającej rzeczywistości, którą przekłada na swój własny język poetycki. Język ten oczywiście wciąż ewoluuje, ale mimo widocznych inspiracji konkretnymi współczesnymi poetykami, można już w tej chwili zaryzykować stwierdzenie, ze ten młody twórca może mieć niebawem sporo do powiedzenia we współczesnej poezji. Wiersze Łukasza są proste tylko pozornie. Są w nich emocje, ale nie ma egzaltacji, są elementy codzienności ale nie ma banału, nie znajdzie się w nich językowego „efekciarstwa”, chodzenia na skróty, czy na językową łatwiznę. W zamian za to jest po prostu coraz bardziej rzetelna poetycka robota. Pod wspomnianą prostotą jednak kryje się głębsza refleksja i potrzeba docierania do sedna zjawisk. Zapraszam do lektury.

W(z)rastanie

Mijamy się obracając w wirniku, zaostrzamy narrację
i położenie. Rozmnażamy rzuty na mapach, globusach,
arteriach wzroku. Ćmy lgną do światła, które puściło
korzenie. Wykształca się wybrzuszone drzewo, rodzi

owoce i przysiadają orientalne ptaki. I to wszystko w kraju,
który jest jedynie egzotycznie ewangelizowany. Ludność
depcze po piętach, krzyczy: Żydzi do gazu, pedały do gazu!

Ale odkąd jesteś w porcie –
ciałka się rozedrgały, embriony pulsują. Zapomniałem,
że zostaliśmy straceni, wsadzeni w puste wagony.
Postępujemy liniowo, ku coraz wyższym formom.


Everyman

Nigdy nie mówisz po imieniu. Ale dziś przeskakujesz
rozchylone uda i stawiasz kropkę nazywając misiaczkiem.
Czemu zawdzięczam to deminutivum? Czy piękniej
skrzyżowałem stopy, wyostrzyłem wzrok? A może to on –
niebieski polar z lumpeksu? Dla ciebie już nie noszę spodni
w kratkę i pedalskiego kapelusza. Wiem, że nie lubisz, gdy
bywam solą w oku, kwasem na języku, uciskiem aorty.
Na mieście o mnie mówią: grafoman z psem i nadwagą. 
Nigdy po imieniu.


Rdza

Wszystko układało się w rzędy, jak wojsko na poligonie.
W pary: chłopiec – dziewczynka, w konfiguracji tradycyjnej.
W słupki, jak wyniki sondy. Podnoszenie głosu miało zalety.
Trzymałem cię w ramach; czytałem nieregularnie i zamiast
kropek stawiałem pytajniki.

Prośby rodziły się jako rozkazy, gnijące liście ust śpiewały
you're not like the others, futuristic lover. Ilekroć powiedziałeś
kurwa, łamano język tak, że akcent ścinał łodygi pokrzyw.
W rowie melioracyjnym – ławica rybich stóp mnie dopadła.
Łaskotała w pięty.






6 komentarzy:

  1. O, coś nowego! Pisz pan dalej, ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podzielam opinię, na Liternecie przeszedł metamorfozę w tempie kosmicznym, niewiarygodne.
    JBZ

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta poetyka na razie idzie po śladach, ale to już nie jest "pusty" przebieg.

    OdpowiedzUsuń
  4. Grzegorz - owszem, ale a) to dobre ślady b) coraz częściej jednak zbacza na wlasny tor :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Everyman" i "Rdza" - bardzo dobre!
    Każda poetyka "idzie po śladach", Grzesiu.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...