wtorek, 8 maja 2012

3 ulubione dzieła - Tomasz Pietrzak


Tomasz  Pietrzak (ur. 1982), autor tomu wierszy "Stany Skupienia" (KIT Stowarzyszenie Żywych Poetów, seria Pisma Literackiego RED, 2008). Publikował m.in. w Toposie, Gazecie Wyborczej, ARTeriach, Odrze, Kresach, Wyspie, Rita Baum, Red i Blizie. Jego wiersze znalazły się m.in. w słoweńskiej antologii "Moral Bi Spet Priti" przygotowanej przez Brane Mozetica. Najnowszy tom wierszy  pt. „Rekordy” ukaże się latem 2012 w wydawnictwie Mamiko. Wiersze tłumaczone były na angielski, słoweński i czeski. Mieszka w Katowicach.


Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?

Łatwo wybrać ulubiony wiersz kogoś innego, nawet trzy, najlepiej autora – denata, bo nie ma ryzyka, że pewnego dnia, jak rozhisteryzowana fanka spotkam się z nim twarzą w twarz i będę musiał rozmawiać o tym uwielbieniu. Jednak prośba o wskazanie trzech ulubionych, swoich wierszy jest prośbą okrutną. Stawia autora przed koniecznością wglądu w to, co napisał, a tym samym obudzenia demonów chęci korekty, udoskonalania, bo ląduje się w jakimś rankingu, w dodatku rankingu-samorobie. Pominę już to, że jako autor nie powinienem mieć swoich faworytów, nie popadać w zachwyt nad tym, co piszę. To niezdrowe. Można jednak założyć sobie zdroworozsądkowe kryterium doboru. W tym przypadku, będą to moje ulubione wiersze napisane w sobotę, a w dodatku takie, które zainicjowały pewną tematykę w moich wierszach, wszywając się w nie na amen. Jako autorskie widzimisie, zastrzegam sobie także dobór wierszy niekoniecznie najlepszych.

I.
Nie lubię pisać wierszy o obrazach. Wszystko, co chciał autor dzieła nam powiedzieć znajduje się na płótnie. Lubię za to tworzyć alternatywną (równoległą) rzeczywistość tego, co postrzegam, dopisywać ciąg dalszy, pozwolić bohaterom obrazów pleść bzdury, zdawać relację z wiszenia lub czynności odbywających się w ramach. Tak też jest z wierszem „Samobójstwo Dorothy Hale (Kahlo, 1939) „, jednym z nielicznych, na których bohaterką nie jest sama Frida Kahlo. To histeryczny opis osoby na krawędzi, za pięć śmierć, która zdaje nam, jakże surową i świadomą relację z gzymsu. W tym kontekście przypomina ona uczestniczkę survivalowego reality show z przymocowaną do czoła kamerą, którą wysyła się nad przepaść wulkanu i każe relacjonować wrażenia, najlepiej soczyste. Ta relacja, z racji niepowodzenia (śmierci) nagle, w ostatnim wersie, zostaje przechwycona przez kogoś znajdującego się u dołu budynku, zimnego obserwatora, dla którego spadające cielsko w aksamicie, to nie umiarkowanie popularna aktorka Dorothy Hale, ale kolejna osoba, po której niewiele pozostanie. Może tylko odrobina problematycznego brudu, który trzeba uprzątnąć, jak po każdym umarłym, w takich czy innych okolicznościach.

Samobójstwo Dorothy Hale (Kahlo, 1939) 


Przyłapałaś mnie meksykańska złodziejko
nad pochmurną przepaścią Wielkiego Jabłka -
rdzewiejącą, utleniającą się kropla po kropli
w beli czarnego aksamitu.
                                             Nie należę już
do świata, nie oddycham jak stronnice powieści
historią. Nie tworzę tła, ciągu dalszego.

Nie ma też happy endu, tylko powolne spadanie -
moment, kiedy cząsteczki tlenu wirują w płucach
resztkami sił. Wydłuża się cień

i znikam wertowana wiatrem.

Kobieta z miotełką przeczesuje chodnik.

II.
Bardziej dosadnie motyw rozpadu, a także tego, co po nas pozostaje (jeśli zostaje), kiedy nas już nie ma, pojawia się w wierszu „Do Trylobita, pytań kilka” (również ze „Stanów skupienia”). W tym wierszu, chociaż osadzonym w paleontologicznym kontekście, pytam o rzecz bardzo banalną - co dzieje się z trupem, kiedy uchodzi z niego wszystko, co wprawiało go w ruch. Czy my, dziś tak mądrzy, posunięci ewolucyjnie, w swoich pancerzach z H&M-u i IKEA, ze swoją zarozumiałością i wszechegzystencją, kiedyś skończymy tak, jak amonity i trylobity? Ziemia przecież podda nas nieuchronnej fosylizacji, czyniąc z naszego palca, uda lub oka idealną, dekoracyjną skamielinę na jakieś międzygwiezdnej stacji. Skamielinę, z którą ktoś obejdzie się równie beznamiętnie, jak my dziś z tymi wykopanymi z kredy czy karbonu prarobalami.


Do Trylobita, pytań kilka


Trylobicie,

spłaszczony grzbietobrzusznie zwierzu
z bestiariusza Darwina, jakie piaski Maroka wyprosiły
cię spod fałd pustyni, na tę półkę między bibeloty z IKEA?

Z jakiej Gondwany zapomnianej cię wykopano?
Z jakiego morza, roztartego na sól wypełzłeś? No, skąd ty? -
Na skraju mojej epoki, nierozumiejący,

niemalże przepraszający za ery nieobecności:
że było między permami i kambrami, pod stopami Maurów,
na obiedzie u sułtanów, świadkowało się wojnom

i upadkom imperiów. Było się w tylu miejscach przerzucanym
z kąta w kąt. Czy nasz los jest tu podobny? Czy za miliony er,
na jakieś międzygalaktycznej półce klona klona praprawnuka 

na pulsarze mglistym, w dogasającym wszechświecie,
będę się wylegiwał okiem do góry, tak jak ty -

muzealnie, skamieniały co do joty?

III.

O troszkę innych pozostałościach opowiada wiersz „Pulsar” z tomu „Rekordy”. Zaczyna się on słowami zapożyczonymi z nazwy projektu artystycznego Rafała Betlejewskiego. O ile w przypadku Betelejewskiego jest to wołanie za Żydem, jako brakującą zbiorowością - sąsiadami, mieszkańcami naszych miast i kulturą utraconą w wyniku Zagłady, to w moim przypadku, jest to tęsknota za konkretną, jedną osobą. Jakimś Żydem, ale tym tu i teraz, który został poddany Zagładzie, ale „zafundowanej” przez czas lub chorobę. To nie jest Żyd z przeszłości, ze sztetla czy Kazimierza. Podobny natomiast jest obraz utraty, jakiej doświadcza się za zamkniętymi drzwiami mieszkania. Bohater wiersza zostaje pozostawiony sam sobie, nie może znaleźć sobie miejsca, nieustannie wspomina tego, co był, a który co rusz przywoływany jest, w tak prozaicznych, codziennych czynnościach jak słuchanie radia.


Pulsar


Tęsknię za tobą Żydzie,
za twoim owłosionym ciałem, 
za nocami, które były długie i czarne
jak sztolnie Katowic.

Bez ciebie staję się hetero.

Wpuszczam koszulę, krótko strzygę włosy.
Tęsknię za tobą Żydzie. Za falującym
radiem i jezderkusie, które nagle wypadało,

gdy coś rozbiło się w pył. Podają, że w pył idą
też galaktyki, dziś ze trzy, suche i niebieskie.
I nagle przypominasz mi się, kiedy mówiłeś

o czkającym pulsarze, co wisi nad nami,
ale go nie ma i co rusz wysyła sygnał - martwy,
zimny, a jednak sięgający w gorące miejsce.

                                                   © Tomasz Pietrzak



2 komentarze:

  1. a propos rozhisteryzowanych fanek - tak się składa, że są to i moje Twoje ulubione wiersze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedy pierwszy raz otworzyłem "Stany skupienia" książeczka, swoim własnym po-drukarskim życiem, otworzyła się na stronie nr 26 - tam trafiłem na "Do Trylobita, pytań kilka" - nie wiem czy to przypadek, do którego coraz większy mam szacunek, wiem jednak, że kupiłeś mnie Tomek tym tekstem, reszta przyszła jak gorączka :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...