wtorek, 7 lutego 2012

3 ulubione dzieła - Krzysztof Kuczkowski

ur. 1955 r. w Gnieźnie. Od 1981 r. mieszka w Sopocie, od 2009 w Gdyni-Orłowie. Poeta, autor szkiców, recenzji literackich i muzycznych; juror wielu konkursów, wykładowca warsztatów poetyckich. W 1993 r. założył dwumiesięcznik literacki „Topos”, którym kieruje do dzisiaj. Jeden z inicjatorów Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Rainera Marii Rilkego, organizator Festiwali Poezji w Sopocie. Redaktor serii książek Biblioteka „Toposu”. Opublikował tomiki wierszy: Prognoza pogody (1980), Pornografia (1981), Ciało, cień (1989), Trawa na dachu (1992), Widok z dachu (1994), Stado (z K. Szymoniakiem, 1995), Anioł i góra (1996), Niebo w grudniu (1997), Wieża widokowa (wybór wierszy, 1998), Tlen (2003), Pieśń miłości, pieśń doświadczenia (z W. Kassem, 2006), Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości (2007), Wiersze [masowe] i inne (2010). Zredagował antologie poezji Podróż do Gdańska (2009) oraz dwujęzyczną Six Poets: Twenty-eight Poems (2011). Autor słuchowiska radiowego: Opowieść o Truposzu (2008) oraz perfomence’u (wspólnie z muzykiem Romanem Puchowskim, debiut sceniczny – 2007) pod tym samym tytułem.

- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?



Wolałbym wymienić i omówić wiersze innych poetów starych i młodych, które mi się podobają i do których lubię wracać. Byłoby ich dużo. A które swoje wiersze „darzę szczególnymi względami”? Pewnie te, z którymi łączą się szczególne wspomnienia. Kilka lat temu na ulicy Parkowej w Sopocie rozpoczęła się budowa domu o potężnej kubaturze. Z okna naszej starej kamieniczki obserwowałem postęp prac: porządkowanie terenu, kopanie fundamentów, zbrojenie, wylewanie betonu, stawianie ścian. Zmieniało się oświetlenie i warunki pogodowe, zmieniały się pory roku i ekipy techniczne, zmieniał się ciężki sprzęt używany na placu budowy i wciąż nie było widać końca. Po dwóch latach na placu zapanowała cisza. Ekipy opuściły teren budowy. Pośród porzuconego sprzętu krzątał się ochroniarz. Nocą było widać żarzący się ognik papierosa. Szczekał pies. Ptaki wiły gniazda w otwartych na przestrzał otworach okiennych. Jeszcze później wyprowadziliśmy się z Sopotu. Z tego co wiem, potężna bryła stoi jak stała. Niedokończona.
Dwa pierwsze wiersze zatytułowane Budowanie domu napisałem, kiedy jeszcze trwały prace. Trzeci powstał później, kiedy z nieznanych mi powodów prace przerwano. To co obserwowałem ze swojego poddasza na Parkowej fascynowało mnie. Pisząc, obrazom nadawałem wymiar metafizyczny, a też symboliczny. Plac budowy był nie tylko obrazem realnego budowania domu, ale także jakiejś wielkiej roboty duchowej. To co się tam dokonywało było „cudem przemiany”.



BUDOWANIE DOMU (I)

Od dziury w ziemi rozpoczyna się
budowanie domu. Ogromne żółte łyżki
wyrywają kęsy piachu – białego spod brzozy,
czarnego spod dębów.
Po jasnych i ciemnych pagórach chodzą
mężczyźni w niebieskich kombinezonach –
mieszają kolory, obracają strony świata,
słowa w ustach.

Pracują młyny Boże.

Pod nimi jak gdyby nigdy nic – morze i błękit,
nad błękitem przęsła tęczy. W końcu spotykają się
głębokości nieba i ziemi, wypełniają się sobą,
całą swoją naturą przypominającą płynne szkło.
Wiedziałem, wiedziałem, że to się musi dokonać.
Cud przemiany.
Teraz już można wbijać żelazne pręty,
wylewać beton do drewnianych koryt.
Budować dom.


BUDOWANIE DOMU (II)

Jackowi Durskiemu

Od dziury w ziemi rozpoczyna się
budowanie domu. Nocą wykop wypełnia
tłusta woda. Mężczyźni w pomarańczowych
pelerynach zakładają dreny. Z rury za parkanem
wychlustuje błękit. Niebem w czterech językach
wyłożona cała ulica.

Hosanna. Gloria. Hosanna.

Niedługo to trwa. Gołębie, wróble i kowaliki
odlatują z gałązkami błękitu w dzióbkach.
Wydziobują dziury w niebie, zakładają w nich
gniazda. Teraz jako w niebie, tak i na ziemi.

Śpij, świecie, śpij.

Buduj swoje domy.


BUDOWANIE DOMU (III)

Ta konstrukcja zamknięta ścianami
błękitu może być domem lub szubienicą.
Późną jesienią pstre sikory obsiadły
ściany, zbudowały stropy z sopli lodu
z morskiej trawy – tratwy, rzuciły na
zbiorniki powietrza i odleciały.

Teraz odbywa się wielkie żeglowanie,
odkrywanie obu Ameryk, odrywanie słów
od sensów, mówienie w językach obcych
człowiekowi, i już naprawdę nikt nie wie,
czy to dla ludzi będzie dom, czy port dla
okrętów nie wiadomo pod jaką
płynących banderą.


                             © Krzysztof Kuczkowski 

2 komentarze:

  1. Bardzo piękne są wszystkie trzy. Budowałam dom własnymi rękami. Tak to właśnie jest- przeobrażenie .

    OdpowiedzUsuń
  2. ... może być domem lub szubienicą ... moje klimaty Panie Krzysztofie.
    Pozdrawiam BPK

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...