wtorek, 31 stycznia 2012

3 ulubione wiersze - Paweł Łęczuk

urodzony 27 stycznia 1978 roku. Absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Szczecińskiego. Magister geografii. Poeta, prozaik i publicysta. Autor tomu wierszy „Delta wsteczna” i współautor albumu poetyckiego „Migawki. Obiekt Warszawa”. Współtwórca i wieloletni redaktor Notatnika Satyrycznego. Aktualnie związany z Internetową Gazetą Kulturalną Salon Literacki. Od 2004 roku mieszka i pracuje w Warszawie. Współtwórca cyklu spotkań z poetami w Domu Kultury Praga (Poddasze Literackie) i konkursu poetyckiego Prawy Brzeg w latach 2008-2010. Pomysłodawca i organizator Maratonu Poezji Przeróżnej w 2009 roku. Koordynator spotkań z poetami w kawiarniach Żoliborza, Bielan, Powiśla i Pragi w latach 2010-2011. Współtwórca i koordynator zdarzeń literackich podczas festiwalu Warszawski Dzień w 2010 roku, a także podczas imprezy Otwieramy Żoliborz oraz Mazowieckiego Festiwalu Literackiego MOST w 2011 roku. Aktywny uczestnik życia literackiego Warszawy i Mazowsza.

- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?


Trudna sprawa przede mną. Wybrać trzy „ważne” dla mnie wiersze, do tego spośród swoich. Ostatnio Iza Fietkiewicz –Paszek zapytała mnie czy lubię swoje wiersze, odpowiedziałem – niektóre tak. Więc może pójdźmy tym tropem. Albo pojedźmy.

emil cioran opuszcza raşinari


Nie zapomnę dnia, kiedy rodzice wsadzili mnie na wóz
i zawieźli do liceum w mieście. To był koniec mojego pięknego snu,
ruina mojego świata.


                                Emil Cioran

musimy jechać chłopczyku już pora
ten dom jest zbyt ciasny dla twoich globusów i map
ale pamiętaj kto cię na świat wydawał
uczył stawiania kroków i odmawiania pacierza

wielu mężczyzn silnych i prawych na drodze napotkasz
będziesz zalecał się do ślicznych i sprytnych kobiet
odkryjesz mądrość i piękno każdego miejsca
w którym się znajdziesz

pamiętaj tylko skąd się wywodzisz
inaczej po cóż byłoby opuszczać bezpieczny zakątek otulony
zapachem kwiatów kasztanowców głogów i lip
po cóż się rodzić

                                   © Paweł Łęczuk 


To wiersz zupełnie jakby inny, odstający od pozostałych. Bardzo osobisty, bardzo o mnie i bardzo prawdziwy. Otwiera mój debiutancki tomik „Delta wsteczna”, ale też otwiera wiele innych tzw. życiowych wątków. Nie chcę tutaj się bawić w krytyka swoich wierszy, lecz tak naprawdę zaliczam ten wiersz do cyklu funeralnego, na równi z wierszami z pogrzebem w tytule.

białołęka
fabryka leków przywiewa ziemisty zapach
jednak bywa że jest to woń zgniłych kartofli
przedzierająca się przez kawałek lasu i
rozległe obszary torowisk

to mogła być biała łąka której zapach
rozchylałby okna i nie pozwalał zamknąć
biel stokrotek mogłaby nawet oślepiać
w porannym słońcu jak świeży śnieg

tymczasem łąka to skrawek trawnika
ze stawkiem pomiędzy ulicą z chodnikiem
a ulicą z zatoczką o której nie warto pamiętać
                                        © Paweł Łęczuk

Jak już chłopiec wyjechał do tego miasta, to musiał gdzieś trafić. No właśnie, tylko gdzie? Tytuł w pewien sposób naprowadza, ale też może zmylić. Ten wiersz jest dla mnie ważny z uwagi na to, że otrzymałem za niego pierwszą „konkretną” nagrodę na turnieju jednego wiersza w Otwocku. Jurorami byli wówczas Aldona Borowicz i Andrzej Tchórzowski, z którymi bardzo się później zaprzyjaźniłem. Lubię czasem wracać do tego tekstu.

długi weekend
1.
trzeba było przewidzieć że tak się stanie
sroga zima w domu chodzę ubrany
w twoje futro i mufkę w ten sposób
oszczędzam na ogrzewaniu i przy okazji
spełniam się w roli pani pustego domu
2.
związane ręce samotni mężczyźni spędzają
w domach długie weekendy i święta każde
święta i tak są samotne gdziekolwiek
nie spędzać by tego czasu lepiej byłoby
bez nich bez domu bez futra zimy i mufki
3.
smutki smuteczki jeszcze raz smutki
są nieodłączną częścią mojego dnia
kompatybilne można by rzec trzeba
to było przewidzieć że skończy się
wódka ona odjedzie i nic nie będzie
4.
do picia więc trochę na złość wkładam
to futro i mufkę złość nie na pokaz lecz
przeciw sobie jeszcze raz złość teraz
smakuje nawet herbata 
                                  © Paweł Łęczuk

To jest dla mnie taki wiersz graniczny. Pamiętam, że po napisaniu bardzo chciałem iść w tym kierunku, to był etap dużej fascynacji Andrzejem Sosnowskim i Martą Podgórnik. Jednak udało się pójść w bardziej swoim (mam wrażenie) kierunku. Ten wiersz pomógł mi się odbić. Z drugiej strony dzieli w pewien sposób moje teksty na pół, jak Wisła klimat w naszym kraju. Przybierał też różne kształty i formy. Efekt ostateczny jest dla mnie bardzo zadowalający.

Bardzo dziękuję za propozycję publikacji i za uwagę.
Mam nadzieję, że znajdą Państwo w tych trzech wierszach coś dla siebie.


zdjęcie: Joanna Vorbrodt

1 komentarz:

  1. lux, inna twarz Pawła (dla mnie przynajmniej) :) b.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...