czwartek, 1 grudnia 2011

3 ulubione wiersze, Jarosław Trześniewski – Kwiecień


ur. 1961. Poeta, eseista, historyk, prawnik. W latach 1992-2006 sędzia i przewodniczący Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego w Mławie, obecnie w stanie spoczynku. Wydał (z sędzią Piotrem Borkowskim) ”Wpisy do ksiąg wieczystych” (I wydanie 2002, II wydanie 2008 r) Mieszka w Mławie. Czasem na dłużej przebywa w Warszawie i w Gdyni. Od marca br. prezes Związku Twórców Ziemi Zawkrzeńskiej. Członek SAP.
Debiut poetycki w 1986 roku w styczniowym numerze miesięcznika „ Literatura”. Publikował między innymi w: „Więzi”. „Powściągliwości i pracy”, „Piśmie literacko artystycznym”, „Integracjach”, ”Nowym medyku” „Blizie”, „Znaj”. Współautor  kilkunastu  antologii. Wydał tomiki poetyckie: „ W stronę Beethovena” (1999), ”Pomarańczowy zeszyt” (2003) „Casus mixtus” (2009). W przygotowaniu „Sonaty Kremskie alias repertoria”. Poszczególne wiersze z tomiku „W stronę Beethovena” były tłumaczone na rosyjski i niemiecki. Laureat w konkursach III Mazowieckie Konfrontacje Poetyckie  ”Zaufaj Słowu” w 2004 roku  i  1 wiersza Gdyńskich ”Połowów Poetyckich” w 2009 r.

- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?

Na pytanie o trzy najbardziej ulubione własne wiersze, przyznam się, że trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć, kategoryzacja ulubionych jest chyba dla każdego autora męką wyższego rzędu, z racji zboczenia zawodowego dodam, że najtrudniej jest być sędzią we własnej sprawie. Może odpowiem inaczej, że wybrałem  nie  najbardziej ulubione wiersze, ale będące pewnym probierzem dla mojego poetyckiego pisania. Pierwszy ”ci koczujący apatrydzi” z tomiku” W stronę Beethovena” jest jednym z moich debiutanckich wierszy, z którego publikacją było dużo problemów. Miał być opublikowany cały cykl: „Porwanie Europy”, wiersz ukazał się marcowym numerze „Powściągliwości i pracy” w 1986 roku tuż obok debiutanckich (również) wierszy Andrzeja Sosnowskiego, Roberta Tekieli. Cenzura puściła tylko „apatrydów”. O perypetiach z drukiem dowiedziałem od ówczesnego naczelnego pisma Jana Chrapka - późniejszego biskupa radomskiego zmarłego tragicznie w 2001 roku, w 1986 jeszcze był stan wojenny, a wiersze w owym numerze „PiP” stanowiły coś w rodzaju pokoleniowej deklaracji najmłodszych poetów Nowej Fali (czy może trafniej przed-i – brulionowych). Andrzej - Sosnowski poszedł odrębną poetycką drogą, Robert Tekieli  kontynuował swoje poetyckie pisanie w „Brulionie”,  po likwidacji pisma umilkł. Wracając do „apatrydów” pomijając czas i ówczesną  retorykę, pisałem dość przewrotne czekając na znak od porwanej – w roku orwellowskim co chyba wiele tłumaczy bez  dokładnej egzegezy. Drugi, publikowany w „Pomarańczowym zeszycie” - „Pomiędzy gwiazdami” w konwencji nieco żartobliwej, nawiązujący do zdawałoby się ogranych już bohaterów mitów greckich. (Perseusz i Andromeda). Faktycznie żyjemy między gwiazdami - hic et nunc odtwarzając nieustannie te same role i dramaty na wielu scenach, dodam, że akurat ten wiersz pojawił się w kilku notowaniach Subiektywnej Listy Przebojów Poezji współczesnej prowadzonej przez Piotra Mosonia, w notowaniu numer 4 zajął 3 miejsce, co było dla mnie wielką niespodzianką i  zaskoczeniem.
                                 
Trzeci „nazwać po imieniu” wejdzie do przygotowywanego tomiku „Sonaty Kremskie alias repertoria”. Wiersz pisany w Wiedniu w październiku 2009 roku  jest pokłosiem niespodziewanego i zaimprowizowanego kilkudniowego wypadu do Austrii. Przejeżdżając  przez cały niemal Wiedeń, w pewnej chwili  znalazłem się w  małym urokliwym  miasteczku (dzielnica Wiednia), prowadzący samochód kolega mimowolnie zatrzymał się przed: ”Beethovenhaus”- nie wierzyłem własnym oczom. Ziściło się moje marzenie. Zobaczyć dom Ludwiga, miejsca gdzie tworzył, komponował. Heligenstadt wygląda dzisiaj tak jak wtedy, kiedy żył Beethoven. Nawet winiarnia jest ta sama. A w muzeum można zobaczyć ówczesne aparaty słuchowe Maestro. „Nazwać po imieniu” był i jest kontynuacją kilku ważnych dla mnie wątków z tomiku „W stronę Beethovena”, wątków osobistych i nie tylko.


ci koczujący apatrydzi

czekają na znak od porwanej
warują przy liniach telefonicznych
zbierają ofiary
na ewentualny okup
okupują ambasady
ojczystych krajów
których nazw nikt
nie potrafi wypowiedzieć
uczą sie języków
migowego i Braille'a

w końcu kapitulują
potulnie czekają
na Europę
a ta gdzieś w Azji
na Dalekim Wschodzie
uczy się najnowszych technik
programowania
transkontynentalnej hibernacji

 1984

Pomiędzy gwiazdami

Perseusz nie chce wyjść Pusto jest za ścianą
Trzasnęły drzwi Spóźniona Andromeda
Gwiazdą już nie jest Mleko wykipiało rano
I znowu dzieci nie wyszły na spacer

Perseusz nie chce wyjść Wyje pies pod bramą
Samochód znowu wymaga naprawy
Mechanik zachorował Popatrz babie lato
I pająk baraszkuje między rachunkami

Perseusz nie chce wyjść Nocą nie spał wcale
Mgławice snu muskały grzywę neuronów
Podatki wzrosły Nie można żyć w tym kraju
Dzieci pogaście światło To już noc

Perseusz nie chce wyjść Po gazety rano
Za wiele zdarzeń Grozi początkowy chaos
Andromeda prasuje koszule Za rękaw
Fałda granat pociąga nad zawleczką igły

Wybucha codzienność mitów i prawdziwy
Dzień nastaje na życie By śmierci dać plamę
Palmę pierwszeństwa Gwiazdozbiorom reguł
A potem zostaje nieistotny szczegół

Perseusz nie chce wyjść

 1999

nazwać po imieniu
(wariacje na temat nienapisanej X symfonii Ludwiga van Beethovena )

spacerując późnym wieczorem po Heilligenstadt 
perypatetycy i amatorzy tutejszego wina
głośno dyskutują  z Herr Karlem E.
o jakości aparatów słuchowych

Starkey zdaje się lepszy i  wyrazistszy
niż firmy Oticon większość woli Phonaka
która firmę wolałby dzisiaj Ludwig nie w pełni
ogłuchły czy napisałby jeszcze dziesiątą

a może i jedenastą symfonię czy
Oda do smutku byłaby bardziej adekwatna
(bo z czego się cieszyć bogów nie ma
a wszystko da się racjonalnie wyjaśnić)

co sądzić  o  implantach i co by było gdyby
miał wszczepiony nucleus  freedom
czy jego  muzyka stałaby się metaliczna
i czy słyszałby lepiej wysokie dźwięki

niż niskie szmery gdy trzymał w  ustach
drewnianą pałeczkę  by słyszeć zębami
jak kość o kości uderza i  wibruje pudło
fortepianu czy nosiłby w małżowinie

usznej  muszelkę czy gumową wkładkę
zbyt miękką i czy nie uszkodziłaby odlewu
maski pośmiertnej a z wysokiego czoła
nie kapałby pot niwecząc kolejny

zapis eroiki bądź sonaty kreutzerowskiej
rozmazując nuty pieszcząc niedoszłą
symfonię ciężkim metalem gdy brzęk talerzy
tłucze się  w czaszce a bębenki pękają

jak baloniki nadmuchiwane na specjalne
okazje festyny degustacje win i festiwale
jarmarki wyprzedaże przeceny płyt
granitowych  i dvd  z zapisem czystszym

od prawykonania śpiewem zagłuszanym
w stygnącym powietrzu  by odejść od
zmysłów od zapachu od barw  słuch
umiera na końcu a w życiu jest martwo

co wezmą pod uwagę producenci aparatów
słuchowych i  implantów żeby grzeczną ciszę
ożywić bateriami alkalicznymi wymienianymi
co chwila w lombardzie i nazwać po imieniu

 zbeethovenić  zludwigować         

12.10.2009
                                                  © Jarosław Trześniewski - Kwiecień

3 komentarze:

  1. Dzień dobry Jarku, miło było dowiedzieć się jakiego dokonał wyboru jeden z największych współczesnych polskich poetów. I o ile dla mnie damą polskiej poezji jest Elżbieta Lipińska, Ty jesteś jej gentelmenem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z niecierpliwością czekamy na TWÓJ nowy tomik "Sonaty kremskie alias repertoria", jak zwykle z piękną dedykacją.A z W.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poezja najwyższych lotów dla koneserów.Wyśmienita.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...