środa, 14 września 2011

3 ulubione dzieła - Piotr Mosoń


autor po późnym debiucie. Książka poetycka „separatum” mogła znaleźć swoich czytelników gdy wygrał II Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Janusza Różewicza w Radomsku. Jeden z tych, którzy mają „Nierówno pod sufitem” przez całe życie, stąd z łatwością zmieścił się w Antologii pod takim właśnie tytułem. Ostatnio wymyślił sobie Subiektywną Listę Przebojów Poezji Współczesnej i już udało mu się do wspólnej zabawy namówić ponad osiemdziesiąt osób. W swoim mieście bardziej znany jako reżyser teatralny, scenarzysta, wodzirej i pomysłolog. Zrealizował kilkadziesiąt spektakli teatralnych z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Wystawiał między innymi w Monachium i Wilnie. Mąż, ojciec i właściciel myszoskoczka. Ostatnie osiągnięcie? Prawo jazdy.

- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?

Zadanie tylko z pozoru jest proste. Ot, wybrać trzy własne, ulubione wiersze. Tylko, że gdy się przed tym staje, to zaczynają się pojawiać wątpliwości. Ten? A czemu ten? Może ten? A im dalej w las tym drzewa mocniej biją w czoło. I choć może człowiek miał na starcie jakieś nieskalane przekonanie, to teraz już z każdym branym pod uwagę wierszem jest coraz mniej zdecydowany. Słowo się rzekło, słów się dotrzymuje a one się odwdzięczą. Oto więc totalnie subiektywny, jednoosobowy wybór wierszy dla mnie w jakiś sposób szczególnych, z którymi emocjonalna więź jest najsilniejsza.


***

Na pierwszy ogień „Miłość w czasach przedkomórkowych”. Bardzo głęboko zakorzeniony bo pulsują w nim emocje młodzieńczej „miłości na odległość”, czasu gdy da się pokonać z łatwością każdą niedogodność byle choć przez chwilę poczuć „tę drugą połówkę jabłka” na przeciwnym końcu telefonicznej linii emocjonalnej. Jeszcze ciekawiej się to prezentuje z perspektywy czasu, gdy już wiem, że ta „wielka miłość” wcale taka wielka nie była. Pozostał sentyment.

miłość w czasach przedkomórkowych

między nami cisza rozpylona w tęczowy koloidalny roztwór
tęsknego dźwięku, jak taka międzymiastowa ze Skarżyskiem
w zadeszczony październikowy spleen. ty tam, ja tu, ja tu,

ja tu, a z nami owe impulsy, zabłąkane gdzieś w kapryśnej
centrali telefonicznej. ebonit grzeje prawie jak twoja pierś,
którą czuję podświadomie. chwytam się słuchawki, niby brzytwy

a łapię klaustrofobię, więc rozpraszam się po czułych życiorysach
zapisanych niebieskim flamastrem na udającym drewno drewnie.
mógłbym z nich ułożyć wzorcowy film i dostać Oscara albo grypę.

więc przypuśćmy Konrad, przypuśćmy Brygida. byli tu - gdzie są?
razem? osobno? żona czy puszczalska?, brutal czy mitoman? to na nic.
jej charakterystycznego "ł" już nie pamiętam. membrany pogasły.

skrobię cierpliwe krople deszczu od spodu. zajęte, zajęte.
zajęte jest w każde siąpiące popołudnie. ciągnie wtedy ludzi,
by choćby szepnąć: posłuchaj, jak u mnie też pada deszcz.
                                              © Piotr Mosoń

***

Zdarza się tak, że nie widzimy kogoś „wieki całe”. I w pamięci mamy obraz utkwiony sprzed lat. Wtedy nagle spotkanie owocuje myślami „ale się zmienił, postarzał, wyłysiał, posiwiał, przytył, schudł, zbrzydł, et cetera”. A co będzie, jeśli ten punkt olśnienia, swoiste katharsis, dotyczyć będzie nas samych, widzianych poprzez zupełnie obce oczy? Sytuacja przyszpilona w wierszu „sims. życie przedśmiertne” jest prawdziwa, choć nie dotyka mnie bezpośrednio. Jeszcze byłem tylko świadkiem. Jeszcze tylko.

sims. życie przedśmiertne.

czas dopadł mnie w opóźnionym autobusie komunikacji
miejskiej: Falenty Nowe - Targówek i żywcem otumanił.
wypełniona aż po sam błyszczyk hormonalna wataha

- jakieś Zuzanny, jakieś Andżeliki. gładkoskóre,
smukłonogie i długowzroczne. cel - ja, pal - strzał
z rzęs: "heja! widzicie tego Czesława? ale z niego

Stefan, co nie?" to jest ten moment, gdy kula rżnięta
pogardą trafia sto na sto. natychmiast siwieją mi skronie.
większość fryzury spod czapki wieje na spadochronach

byle dalej. nędzne farbowane szczury! w powątrobowych
plamach wybucha chory wzór starca pod mętniejącymi
oczami. zdrada potrząsa dłonią, charcze w płucach.

i mógłbym być Robertem, Krzysztofem, Arkadiuszem
albo Patrykiem, to już nie będę sobą, lecz jakimś
geriatrycznym transformersem po wszystkich przejściach.

nie zrzucam skóry. zanika sama, jakby się brzydziła,
tego który teraz wyłazi z pomarszczonego wora. stało się
to czego nie da się zawrócić żadnym ludzkim odklęciem.

już zeschłem i czerstwieję w nocnej szybie. nie jestem
do żadnego spożycia. to tutaj - w opóźnionym autobusie
miejskiego przeznaczenia, dopadł mnie nagły czas.
                                        © Piotr Mosoń

*** 

I trzeci wiersz. Z tych autotematycznych, których kilka zdarzyło mi się popełnić, bo zawsze jest coś jeszcze do dodania na ten najbanalniejszy dla poety temat jakim jest własna twórczość. Mój pierwszy nauczyciel, śp. Marek Garbala (zwany przez nas chirurgiem słów) wbijał nam, nieopierzonym początkującym, że wiersz musi być o Czymś. Choć mogę połamać wiele różnych zasad rządzących wypowiedzią liryczną, to ta jedna jest dla mnie nadrzędna i niepodważalna. Wiersz musi opowiedzieć o Czymś. Jak ten:


wiersz zbyt banalny by mieć tytuł

tak sądzę że
byłby niezły gdyby tylko miał
imię nazwisko pesel
twarz w którą można przypierdolić
albo na przykład jędrne piersi
o których można by ukradkiem snuć teorie
językowe

a tak
kilka ubogich wyrażeń jak kod kreskowy
strugany patykiem lub obcasem w błocie
jedna lub dwie roztopione w metaforach grudy
pewnie samego istotnego Piękna
ale głowy bym nie dał za to
co czynią ubogiemu a czego nie

nawet jeśli z dużej litery jak przykazał Bóg klasycznych poetów
to potem wers po wersie mniejsze i mniejsze
dążące do tego plum w kropce
na szybko bądź na zimno
i nie chce nikogo za bardzo zaobchodzić

i jeśli kręgi nie rozejdą się po fałdach wyobraźni
to tak jakby go w ogóle nie było na amen
nawet przecinki nie stają się okazją
do pooddychania
lecz wymuszeniem ciszy
                             © Piotr Mosoń




5 komentarzy:

  1. Bóg klasycznych poetów przykazał dużą (wielką) literą, ewentualnie od dużej (wielkiej) litery.
    Pozdrawiam najserdeczniej JJ

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa autoprezentacja .I wiersze i wypowiedzi świadczą, że Autora nie da się tak łatwo sklasyfikować, chyba że tak - ...wciąż poszukujący i odkrywający.Pozdrawiam Piotrze:)
    Irena Tetlak

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz Piotrze. Piszesz dobrze, ale nie wiem dlaczego odbieram w nich wielką pulę zarozumiałości i auto zadowolenia. Dla mnie to przekreśla przesłanie wiersza. Ale życzę sukcesów

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe Leszku to Twoje odbieranie, chociaż ja tego w ogóle nie dostrzegam. Piotr ma swój własny głos w poezji współczesnej. Mówi i ludzie go słuchają, a słuchają, bo mądrze gada. Czy to jest zarozumiałość? Nie wydaje mi się. Oczywiście możesz sobie myśleć, że przekreśla przesłanie, ale na szczęście inni myślą inaczej :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. "miłość w czasach przedkomórkowych" ... pięknie zaobserwowane ..... a wspomnienia tych Wielkich Miłosci po latach kwituje sentymentalny uśmiech

    "sims. życie przedśmiertne." ...... rzeczywiście jest w życiu taki moment, w którym odkrywa się, że otoczenie patrzy na ciebie inaczej niż się czujesz ...... i wtedy odkrywa się, ze na sporo rzeczy jest się już za starym...... i zaczyna patrzeć się w stronę końca.... hmmmm

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...