piątek, 9 września 2011

3 ulubione wiersze - Klaudia Raczek

oczy koloru blues, 171 cm wzrostu, płeć żeńska, matka z domu Kińska; mieszka w Krakowie, kawy oraz innych używek nie odmawia.










- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?


Ciężko jest wybrać trzy teksty, które najbardziej lubię, bo ze wszystkimi mając bliskie stosunki – znając ich narodziny, a czasem i śmierć w postaci pomiętych, papierowych kulek lądujących w kartonie z makulaturą – nie można wiarygodnie selekcjonować. Podczas takiej próby, na początku większość wydaje się wręcz fantastyczna, a później następuje drastyczna rewizja poglądów. Skoro każdy kolejny tekst jest świetny, to zapewne w rzeczywistości nie jest żaden. Jak tu wyróżnić trzy perły spośród kolii, jak trzy gówna z szamba?


Wybrałam trzy wiersze najlepiej charakteryzujące, jakoś zaznaczające mnie, i mnie – w przestrzeni.

pociąg relacji szczecin – wrocław; przepuszczalne okna
i ludzie jak następujące po sobie przeźrocza;

ich tanie kryminały, telefony, zawilgocone bułki, z których
promieniuje nieznośny swąd jeszcze tańszej kiełbasy.

bilet to tylko donos, określenie ciała w danej przestrzeni;
fabuła przynosi gwałtowne hamowanie, oszukanie praw

fizyki; wsiadam i wysiadam przez te same drzwi, choć
już na zupełnie innej stacji.

[pięćset kilometrów na wschód, pięćset na południe]

                                                             © Klaudia Raczek

Czyli sentymentalne podróże, ale bez patosu. Mój nieustający pociąg do pociągów, nawet jeśli są to polskie pociągi, i mimo drugiej klasy, gdzie warunki jazdy są wręcz fenomenalne (na przejazd wielogodzinny szczególnie polecamy korytarze). Zresztą najintensywniejsze wspomnienia mam z pojazdów ukraińskich, z których należy wybrać trzecią lub czwartą klasę, a w których mimo wszystko zachowała się instytucja miejscówki. W których kontakty są przeważnie interesowne, biznesy głównie na linii papierosy-alkohol. Najchętniej pod zastaw.
W pociągach najlepiej się czyta, choć człowiek skazany jest na nienaturalnie bliski kontakt z innymi osobnikami swojego gatunku lub nie (pozdrawiam podróżujące rozwrzeszczane dzieci i szczekające pieski), co czasem nadwyręża cierpliwość.

wszystkie brudy wynurzone w trajektorii linii tramwajowej;
na dietla jeszcze tak nie wrzało
od czasu samego dietla; skrzep opanował

ciało, jutro zakwitną nowe stupy;
choć na chwilę – ból, a nie tylko
niepokoje, których nie mieszczą żadne

pokoje. zbyt gorąca noc jak na tak chłodne
poranki; w kamienicy naprzeciwko wybite
szyby, graty, choć taki sam mam porządek

serca; nawet stary dziad w bramie na dole
stoi pewniej, kiedy wracam tylko po to, żeby
odejść.

[dietla czterdzieści i na cztery dzielony włos]

                                                © Klaudia Raczek

Tutaj wyraźny jest Kraków, w którym żyję (a przynajmniej się staram), i w którym znaczę swoje miejsca, jak krążownik oblatuję ten sam schemat, bo rytuały ciężko się zmienia. Gdzie lubię ul. Józefa Dietla, która stanowi cezurę między (teoretycznie) piękną, reprezentatywną stroną miasta (Stare Miasto, Rynek, na którym – jak przystało na mieszkańca – nie bywam prawie wcale), a brudną, tajemniczą i bardziej zawiłą w swojej istocie, zatem bardziej pociągającą, w której co gorsi widzą tylko dobre zapiekanki lub lody (Kazimierz).


nie ratuje się topielca, bo jest tylko wpół zerwanym
ścięgnem. serdeczna rzeka przyjmie każde ciało,

na dnie zasadzi i zgładzi jak otoczak; spragniony
nabiera wody w usta, (gardło, płuca). a ty

nie ratuj go, więc ratuj ode złego, nawet jeśli
kwiecień i trupy zaczynają coraz bardziej śmierdzieć.

bo ty, ptak nielotny, masz z ramion ciężkie skrzydła
drzwi; zbyt ciasne korzenie, by móc się wnieść.

[nie umiesz czytać z jego drzazg]

                                             © Klaudia Raczek

Czyli o niemożności dopasowania się do paroksyzmu konsumpcyjności czasów w których żyję, do pędu za koniunkturą i intratnością wszechrzeczy. Wartości intelektualne, kulturalne też są wymieniane na złotówki, i niemal nikogo to nie obchodzi, że istnieje jeszcze coś, poza ziemią, że zbyt często patrzy się pod nogi, na kałuże, zamiast do góry.





3 komentarze:

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...