środa, 24 sierpnia 2011

3 ulubione dzieła - Karol Maliszewski

Urodził się w 1960 r. w Nowej Rudzie, gdzie mieszka do dzisiaj. Pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Opublikował osiem zbiorów wierszy – ostatnie to „Rok w drodze”, 2000, „Inwazja i inne wiersze”, 2004 i cztery książki prozatorskie – „Dziennik pozorny”, 1997, „Próby życia”, 1998, „Faramucha”, 2001, „Sajgon”, 2009. W roku 1999 ukazała się jego książka krytycznoliteracka pt. „Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy”, a w 2001 druga książka tego typu, zatytułowana „Zwierzę na J. Szkice o wierszach i ludziach”. Ostatnio wydał: „Nowa poezja polska 1989-1999. Rozważania i uwagi” (2005), „Rozproszone głosy. Notatki krytyka” (2006), „Po debiucie” (2008), „Pociąg do literatury” (2010). W roku 2007 ukazał się wybór wierszy zatytułowany „Zdania na wypadek”. Nowe wiersze opublikował w zbiorku „Potrawy pośmiertne”.

Karol Maliszewski - na pytanie o trzy ulubione, ważne, znaczące wiersze - odpowiedział:

O trzech wierszach na prośbę Małgorzaty

Nie potrafię wybrać trzech wierszy, opierając się na tak wątpliwych kategoriach, jak „naprawdę ważny” czy „wyjątkowo dobry”. W zamian proponuję opowieść o podróżowaniu i towarzyszących mu zapiskach. Wsiadając do pociągu, bierzemy uproszczenia normalnego życia w nawias. Stają się możliwe zachowania niekoniecznie liczące się ze zdrowym rozsądkiem i zwyczajową pozą. Opuszcza się na kilka godzin sprawdzony, bezpieczny świat, wyskakuje się z kolein. Ludziom w pociągu rozwiązują się języki (niektórym otwierają się scyzoryki, ale zostawmy to), zdejmują się maski albo fantazyjnie zakładają się inaczej. Gdy nie było jeszcze alienujących nas, zamykających w sobie, telefonów komórkowych, pasażerowie koncentrowali się na mikrokosmosie przedziału i tworzyli małe spektakle. Być może wszystkiemu winien jest rytm. A więc to nie tylko wyrwanie się z codzienności powodujące otwarcie się na język, na inkantacje i zaklęcia poetów, na tę całą melodyjną retorykę, nie tylko wypadnięcie z określonego ciągu automatyzmów i schematów, lecz również pobudzenie związane z umieszczeniem naszych ciał i zmysłów w pudle rezonansowym, jakim jest wagon i przedział. I wszystko wokół zaczyna grać i trzeszczeć, drgać, pulsować, pogwizdywać. Chyba tylko dzieci potrafią się oddać całkowicie temu rytmowi, zasłuchać z otwartą buzią. I niektórzy poeci. I jeszcze niektórzy czytający wiersze w pociągu. Bo proszę sobie wyobrazić, że tam dochodzi do ekstazy, do prawie śmiertelnego zejścia w głąb czasu – siedzimy przy ognisku i falujemy razem ze swoim plemieniem w rytm wystukiwany przez patyki walące w jakieś suche pnie. Te minuty i godziny połączenia z pradawnym rytmem gwarantują nam niczego nieświadome Polskie Koleje Państwowe. I proszę raczej tej wiedzy nie rozpowszechniać, prostolinijni decydenci natychmiast podnieśliby ceny biletów za doznawane podczas jazdy doznania estetyczne. Prócz muzyki szyn i kół, tego ogólnokrajowego synkopowania, uwzględniono by przesuwające się do tej pory bezpłatnie pejzaże za oknem. Na marginesie pozwolę sobie wspomnieć, że to wszystko inspirowało mnie do pisania nie tylko recenzji. Są fragmenty „Roku w drodze” (tomiku wydanego w Wałbrzychu w 2000 roku) zrozumiałe tylko w kontekście miłości do pociągu i kolei. Fenomen pędzących za oknem widoków fascynował mnie zawsze. Ciemność za tym oknem próbowałem oddać w wierszu „Tren”.

Tren

                             Antoniemu Mackiewiczowi

Przebiera palcami ciemność
i pociera o pierścionek pełni
zastawiony w lombardzie uschłych olch;
miasteczka pełnią wartę tylko dla mnie,
połyka je horyzont, chłodzi wiatr.

Kobieta drzemie, a spod jej nóg
ucieka ziemia. Agresywny pot,
ale nawet mi nie staje;
robi się starzec ze mnie, powoli
smakuję ten chleb, niosę trumnę,

ocieram się o sąsiedni grób,
a potem przebieram palcami,
sypiąc na twoją twarz
kamyczki, muszelki, grudki. Ciemność
dnia.


W wierszu dedykowanym Andrzejowi Sosnowskiemu, zatytułowanym „Kwiecień; spółka z o.o.” kształt monologu lirycznego wynika z przeżyć podróżnych, z oglądania świata jakby się go widziało po raz pierwszy. Podróż pociągiem to umożliwia – oglądamy własne życie i obrazki z podobnego życia gdzie indziej niczym muzealne, zatrzymane w kadrze, eksponaty, i wszystko to na nowo nabiera sensu i blasku.

Któregoś roku

wiosna. Reszty z pewnym trudem
wydawane przez domokrążców.
W ostatniej chwili dostrzeżone
zielone race od wschodu.
Wracaliśmy z podróży służbowej
i ktoś powiedział, o kasztan.

Nawet mgła jak uroczystość
(z wetkniętą świecą pierwszej komunii
pokornych aut przed szlabanem),
miasteczko za nią
jak rozstrzygnięcie turnieju
na wiersz o. Należność
prześlemy pocztą. O, kasztan.

Wyprostują się pocztówki na krawędziach.
Zieleń łąk spadnie na nas jak jastrząb.
Wszystko będzie z marszu; bez dłużyzn
i pustych popisów pulsu.


Niestety, zmiany zachodzące w moim życiu spowodowały stopniowy zanik tej tematyki jako tła lirycznych wydarzeń. Coraz częściej do głosu dochodzi samochód i jego kaprysy, zatrzymywanie się na poboczu, szosa, warsztat, autostrada i tym podobne poetycko-komunikacyjne fakty. Na koniec jeszcze jeden tekst (z tomiku „Potrawy pośmiertne”) wyrosły z dusznej, przedziałowej atmosfery. Gdyby nie kupno biletu i ulokowanie się zgodne z miejscówką, nie byłbym nawet świadom, że takie rzeczy chodzą mi po głowie, czekając tylko na stosowny doping ze strony rytmu. I garsteczkę spostrzeżeń.

Wrocław-Ełk (wysiadam w Poznaniu)

Na małe kawałki
ból każe jej rwać list od kochanego
mężczyzny, widzę to i doznaję
szarpnięć, bo wjeżdżamy w tunel;
inna mocuje się z cieniem,
co zapadł w przedwczorajsze sny,
ręka zaciska się na kroczu, drży;

biedne i rozdarte, złamane płcią,
kto im tę siną pieczęć przystawił
do warg, kochają na oślep
cokolwiek, takie są;

ale jedna nie, wychodzi skądś
i daje dłoń, mam jej wróżyć
(ocknij się, to konduktorka,
bilet proszę, bilet!)
                                  © Karol Maliszewski 

Dziękuję - odpowiedź mnie satysfakcjonuje :)

Małgorzata 

5 komentarzy:

  1. proponuję opowieść
    bierzemy uproszczenia
    za doświadczane / odbierane / przyswajane podczas jazdy doznania estetyczne (podmiotowo)
    za serwowane podczas jazdy doznania estetyczne (przedmiotowo)
    PS
    Lubię pisanie Karola Maliszewskiego. Najserdeczniej pozdrawiam Autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesująco opowiedziane "O trzech wierszach na prośbę Małgorzaty" ...wiersze z "podróży" również bardzo ...no właśnie -jakie? czytając je pamiętałam miejsce ich powstania -pociąg.Jednakże jedynie tytuł trzeciego wiersza jednoznacznie łączy je z PKP ( dłuuuga podróż Wrocław- Ełk, w Poznaniu należałoby wysiąść choćby z uwagi na zdrowy rozsądek) ;)))Wiersze przeczytałam z zainteresowaniem, przemknęły zbyt szybko...będę wracała przy każdej okazji.Dobrze, że artpub galeria wskazała stację "Karol Maliszewski", na której warto wsiąść do pociągu i odbyć wspaniałą poetycką podróż.Pozdrawiam.Irena Tetlak

    OdpowiedzUsuń
  3. Podróż warta swojej ceny. Czytanie - sama przyjemność. Szczególnie bliski jest mi ostatni utwór, pewnie dlatego, że mieszkam w Ełku :) Mogę tylko żałować, że wybrałam inna uczelnię niż Uniwersytet Wrocławski, bo wykłady pana Maliszewskiego bez wątpienia byłyby ciekawe :)
    Ula Kulbacka

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny tryptyk podróżny. Wolę przemieszczać sie samochodem, ale kiedys dużo czasu spędzałem w pociągach, więc temat jest mi bliski.
    "Tren" bardzo do mnie trafia

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś jest na prawdę bardzo trudno napisać coś dobrego. Choć nasze słownictwo jest dużo bardziej bogate niż dawniej, większość z nas nadal nie potrafi w kilku słowach przelać myśli na papier, a co dopiero je powiedzieć. Tutaj widać,że autor tara się dopiero za którymś razem udało mi się poczuć i wcielić w myśli.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...