czwartek, 18 sierpnia 2011

3 ulubione wiersze - Jakub Sajkowski

Nazywam się Jakub Sajkowski i jeśli chodzi o wykształcenie i tak zwane „normalne zajęcia”, związałem się z branżą językową, natomiast jeśli chodzi o pisanie wierszy, to najważniejsze wydarzenie nastąpiło na przełomie lat 2010/2011, kiedy to wydałem w „Zeszytach Poetyckich” debiutancki tomik Ślizgawki. W międzyczasie ktoś mnie nominował, inny wyróżnił, inni z kolei, jak deklarują, przy czytaniu moich tekstów przeżywali prawdziwą gehennę. Prywatnie niektórzy mnie określają jako „dobrze ułożonego chłopca”, inni z kolei wymyślili mi ksywę „człowiek-chaos”. Wiem, ciężko się w tym połapać. Na pewno natomiast potrafię się rozgadać, co udowodnię poniżej.


- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?


Jak uprzedzałem, nie będzie krótka wypowiedź. Co gorsza, przez cały ten czas będę mówił o sobie. Mam, na szczęście, dwa usprawiedliwienia. Po pierwsze, tym razem nie odzywam się niepytany. Po drugie, mówiąc o sobie we własnych tekstach, tak naprawdę mówię też o innych osobach, w których się przeglądam, przyglądam, bardzo często też przyjaźnię bądź, być może, przyjaźnić się będę, etc, etc. Choć czasem nawet nie są to osoby, albo przynajmniej nie są to ludzkie osoby. W każdym razie, jedno jest pewne: ludzie są ważni. Nie-ludzie też. Albo, jak pisał Wojciech Brzoska, uważaj co mówisz. Za chwilę możesz się znaleźć w jego wierszu.


You will never walk alone


Who by fire?
Who by water?


Śniło mi się, że byłaś damą z pluszowym pieskiem,
który pozostawia po sobie rude kłaki. To mogły być rewersy

prawdziwego ognia, prawdziwego, piekącego bólu
zżerającego od środka. Na tej ziemi jałowej
nie ma już miejsca na game of chess, na spokojną strategię .

Szachownica jest teraz piłką ze sztucznej skóry, poruszającą się zbyt szybko.
Napędzają ją tysiące krwiożerczych gardeł.

Śniła mi się ta sama piosenka, którą miałem w słuchawkach
gdy odchodziłem w swoją stronę, w dniu, kiedy uciekła od nas ruda.
Zignorowałem cię, choć chciałaś jeszcze o tym porozmawiać.

Teraz zabieram cię spomiędzy torów pociągu
i zaszywam pod sercem jak tumor cordis, w próżniowej pompie
swojego ciała. Słyszę tę sama piosenkę, zagłusza niepewny stukot kół.


                                                            © Jakub Sajkowski 



Mam trochę tekstów z nieco bardziej odkrytymi emocjami, i myślę że warto, by jeden z nich się tu znalazł, bo, po pierwsze, nie trzeba się wstydzić emocji. To znaczy, warto kontrolować, ale może niekoniecznie na smyczy (zresztą, ruda suka ma tendencje, żeby się zrywać). Po drugie, to chyba dość niesamowite uczucie zabierać kogoś spomiędzy torów pociągu. Mówię „chyba”, bo raczej się na tym nie znam, natomiast postanowiłem sobie to wyobrazić. Ale właśnie, dlaczego ruda suka? Najpierw było parę miesięcy w Moskwie i mnóstwo bezdomnych psów na stacjach metra. Samotne zwierzątka, niektórzy by powiedzieli, to być może tani i łatwy „wyciskacz łez”, ale potem okazało się – po burzliwych dyskusjach – że „ruda suka” zapewne jest tak naprawdę rasy„łajka karelo-fińska”. Poszukajcie sobie choćby zdjęcia – zaiste, takie stworzenie warte jest wiersza.


Ślizgawki

M i R

Słowa są puste, a jednak nie chcą przestać. Wylewają się
jak woda z zepsutego kranu, zatkanego zlewu. Słowa są puste,
a jednak przemykają jak woda pod drzwiami. Siedzimy w pociągu,
podłoga zaczyna przypominać ślizgawkę.

Pociąg hamuje jak tępa łyżwa na lodzie, potem stoi trzy godziny
w szczerym polu. Nic nie pozostaje po samobójcach, tylko wściekłość
zniecierpliwionych pasażerów, którzy czekają na swoją kolej
by ruszyć, by się wymknąć.

Pocą ci się ręce? Powiedzmy, że przestałem
ufać ludziom, że robi się coraz ciaśniej. Dzisiaj
mocniej ściskam twoją dłoń. 


                                             © Jakub Sajkowski 



Ten tekst brzmi nawet dość na serio, aczkolwiek powstał zupełnie anegdotycznie. A było tak: jechałem z przyjaciółmi pociągiem z Poznania do Łodzi (oczywiście, osobówka, moc wrażeń) w okolicach grudnia na pewną dość kojarzoną i lubianą imprezę młodopoetycką, kiedy nagle spod szpary drzwi w przedziale zaczęła napływać woda, która wyciekała z niedającego się zakręcić kranu oraz nie dającego się odetkać zlewu w toalecie pociągu. Skończyło się na tym, że musieliśmy zmienić zalany w połowie przedział i poszukać konduktora. Konduktor poszedł, sprawdził i wrócił. „Aj tam, gorzej bywało….” „- Ale co? Zrobił Pan coś z tym?” „- Nie no, samo przestało lecieć. Co prawda można by to naprawić, ale trzeba by było na godzinę zatrzymać pociąg, chyba tego Państwo nie chcą”… Z tej okazji napisałem ten wiersz, błyskawicznie, jako notatkę w komórce, siedząc naprzeciw tychże samych przyjaciół i oczywiście kompletnie ich wtedy ignorując. Wynagrodziłem im tym, że powstały wiersz jest ostatecznie nie tylko na serio, ale i pisany z myślą o. W końcu przyjaciół ma się tylko jednych.


Englishman in New York

Powiedziałaś wtedy: w tekstach Stinga jest wszystko.
Może chodziło ci o Shape of my heart? Wyobraźmy sobie:
moje serce jest w żółto-czarnych ostrzegawczych barwach,
ma kształt odwłoka zakończonego żądłem, który zamiast bronić,

wbija się w gardło, puchnie i zajmuje strasznie dużo miejsca.
Na nic zdają się tłumaczenia i znaki. Spytałaś: może więc tak,
jak najstarsi Rzymianie, zrezygnować z nauki
umiejętności mowy i dawać dzieci na wychowanie psom?


Wydało mi się to głupie. Znam przecież jednego psa,
który nic nie robi, tylko przegryza kable. Ani Internetu,
ani zadzwonić. Potem jednak śniło mi się, że morderca wspina się

do okna, odczepia od ściany, upada i dostaje afazji powypadkowej,
zaplątany w łodygi bluszczu. Pies podchodzi, nie dzwoni po karetkę,

przegryza kłącza. Teraz człowiek jest wolny, czysty.

                                                          © Jakub Sajkowski 


Jedyny z trójki który się nie znalazł w książce, bo był po prostu napisany później. Lubię go dlatego, że wydaje mi się lżejszy, bezpretensjonalny, a jednocześnie jest w zasadzie niemal pierwszym tekstem, który ani tematycznie, ani technicznie nie wydaje się być „przedłużeniem” Ślizgawek. Ba, jak się okazuje, dał on dla mnie pomysł na znacznie większą ilość tekstów, które dość fajnie zaczynają klarować się w nieco większą całość. Co z tego wyjdzie, nie wiem, ale tak czy siak lubię nowości. Poza tym jednak podobnie jak w „Ślizgawkach” – mimo że wziął się z niby nieistotnych koleżeńskich rozmów i anegdotek, tylko pozornie jest żartobliwy. Szczególnie podpisuję się pod pomysłami na wychowanie dzieci - w końcu mają one tysiące lat tradycji. Jeśli ktoś natomiast znajdzie podobieństwo do „rudej suki”, to jest ono zupełnie przypadkowe – to już jest chyba zupełnie inna historia.

7 komentarzy:

  1. Dobre wiersze, Kuba. Ciesze się, że mogę podzielić Twoje zdanie na temat ostatniego - rzeczywiście jest inny, a poza tym wiersze ze snów są mi egoistycznie bliskie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie ma Jałty, ach. Ale i te się czytało i czyta. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tess - Akurat "Jałta" to w kwestii "lubienia", na 40 tekstów ze Ślizgawek plasuje się gdzieś w czwartej dziesiątce... cóż, to też ciekawe jak różnią się oczekiwania czytelnicze;)

    Elu - to bardzo się cieszę, że jest inny, miał być;)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...