sobota, 2 lipca 2011

3 ulubione dzieła - Sławomir Płatek

Jest na świecie począwszy od marca 1974. Jednak według niektórych teorii żyje od czerwca 1973 i w tym szczególnym trybie zwiedził całe Demoludy oprócz NRD. Ale że nic nie widział, to została mu trauma, którą próbuje zaleczyć pisząc wiersze. Jest to więc pisanie terapeutyczne. Pisze podobno o górach, knajpach i religii, czyli (skoro to już wiadomo) zdążył zostać zaszufladkowany. Nie będzie wyliczał gdzie publikował i co wygrał, bo już pozapominał. Ale bardzo dziękuje wszystkim, którzy go publikowali i nagradzali. Oprócz strony Salon Literacki (co wszyscy wiedzą), prowadzi blog http://salonliteracki.pl/blog/slawek/ (co nie wszyscy wiedzą) o muzyce, literaturze, filmach i takich małych żyjątkach, które nazywają się tripigoos. Bo z zamiłowania jest badaczem przyrody i hoduje wspomniane stworzonka.


- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?

Pierwszy wiersz, ten poniżej lubię ponieważ: udała mi się forma (zupełnie niewymuszony podział na strofy i wersy, regularny, ładny graficznie), to jedne z pierwszych moich eksperymentów z przerzutniami i chyba pierwszy udany wiersz knajpiany. O ile o knajpach piszę od zawsze (pisałem o knajpach jeszcze zanim zacząłem do nich chodzić), o tyle w każdym tekście dotąd coś mi nie grało. A tu gra mi wszystko. Maciek Woźniak twierdzi, że "po co komu kolejny wiersz, że siedzę w knajpie i jest mi źle". Rzeczywiście, żadnych ponadczasowych wartości, które mogą wzbogacić ludzkość w tym utworze nie ma. To wyłącznie kwestia klimatu. Ludzie, którzy łapią ten klimat, którzy "już tak mają" bardzo go lubią. Podobno trafiłem w sedno jakiejś tam atmosfery. Jeśli ktoś nie ma tego czuja, to naturalnie - nie spodoba mu się. Trudno. Na każdego czuja są inne wiersze.



pianista grał do końca


szare wstęgi słów. cygara. wino bukiety noc. ale kto
myśli o winie kiedy na stołach wiotczeją kolejne
kobiety i łzawi kolejna wódka przy spoconym
oknie snobistycznej knajpy. wyglądam


jednoznacznie. na czarno. trzydniowy
zarost. wysoki smutny norweg przy barze
plącze krawat i angielskie słowa z włoskimi.
zamawia mi szampana. chce mnie przelecieć.


nie dostanie. nikt nie obsługuje. jedynie pianista
ciągle gra a ja omijam smutnego norwega. wolałbym
tę barmankę która właśnie teraz na zapleczu
grzęźnie w ustach drugiej barmanki.
                                    
                                   © Sławomir Płatek

Drugi wiersz - wysłałem go na sporo konkursów, nic nie wygrał. Pokazywałem paru znajomym, ale woleli mnie w wersji lirycznej. Wygląda na to, że niektórzy tak bardzo go nie lubią, jak ja go lubię. Ale kiczowate historie bywają piękne, a głupie filmy bywają równie mądre, jak mądre filmy. Wiem, wciąż nie powiedziałem, dlaczego lubię ten wiersz. Oj, nie wiem, no.

spaghetti


chodziło o to kto wygra
bez sentymentów
mężczyźni nie różnią się niczym. tylko
szybkość


powietrze dygotało z gorąca. romantycznie
skroplony celuloid był jak brokat na twoich
poduszkach
lubiłaś filmy. te długie
rzęsy jak Claudia Cardinale
ocean włosów na dekolcie
smukłe jedwabne rękawiczki
niemodny pachnący kapelusz
wiosna na powiekach


kula
wydarła wątrobę kawałek płuca
chyba dwa żebra. serce nietknięte dało jeszcze
czas żeby zrozumieć


ten drugi nie pisał wierszy
ćwiczył


                                © Sławomir Płatek

Żeby zakończyć trochę poważniej, albo dać żer tym, którzy w poezji szukają "poetyckości", to skomentuję sobie jeden swój wiersz "górski". Ukazał się w moim pierwszym tomiku, "Bez imienia". Taka krótka, liryczna historia, ale udało mi się upchnąć parę spraw. Nie tylko jakieś mgliste, częściowo osobiste wspomnienia. Kresy kończyły się od południa w Beskidzie Sądeckim, który nie był etnicznie polski. Były porównane przez Venclovę z "Aleksandrią - miastem wielu kultur, które się przenikały, niekiedy niszczyły, ale i wzbogacały się nawzajem" (pisał to o Litwie, ale swobodnie można tę tezę rozciągnąć na całe pogranicze). W to wszystko wmontowałem wątek z opery K. Szymanowskiego "Król Roger" (cytat "mój bóg jest piękny" z arii Pasterza), zresztą nieprzypadkowy. Oś konfliktu z tej opery jest identyczna z jedną z głównych osi mojego tomiku. Jestem przekonany, że udało mi się spleść wszystkie te nici w jednym, lirycznym tekście, który jednak równie dobrze broni się bez całej opisanej podbudowy. No to już nie ględzę, wiersz:

mięta i dziurawiec


ty jesteś innej wiary
mówiła a świerszcze krzyczały
że przekwitają lipy. miała zapach lipy.
więc nie mogę za ciebie wyjść
dziurawce mieszały się z miętą
i kadzidłem z cerkwi
gdzie katolicy modlili się do świętych
ikon o tatarskich rysach
mówiłem że mój Bóg jest piękny
ale zerwę go jak gałązkę mięty na ślub


jesienią
na żółtym liściu jałowca
pisała
mamy po piętnaście lat
to za wcześnie na koniec
wakacji



                                  © Sławomir Płatek

8 komentarzy:

  1. Jak skomentować takie świetne wiersze? Można je czuć i klaskać wielkie brawa

    OdpowiedzUsuń
  2. "mięta i dziurawiec" ..... bardzo do mnie trafia

    "pianista grał do końca" ......... jest świetny

    OdpowiedzUsuń
  3. :) Sławek to jeden z niewielu autorów, gdzie rozpoznam go zawsze i wszędzie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten autor kiedyś opisywał na blogu imprezę literacką, na której pozwalano czytać tylko trzy wiersze i jeszcze trzeba było za to zapłacić. Ponadto autorzy przyjeżdżali na własny koszt i sami musieli się wyżywić. Mądrzy organizatorzy, ale jednak jeść mu za darmo dać powinni, może pisałby lepiej?

    OdpowiedzUsuń
  5. A, że tak spytam: Szanowny Anonimowy to jak pisze?

    OdpowiedzUsuń
  6. "największy kretyn, co nie wie jak się nazywa" do anonima
    R.R.Brzeziński
    a Sławka może lepiej poznać, zanim go obrażać.

    OdpowiedzUsuń
  7. tak, opisałem taką imprezę i nadal uważam, że jest to szukanie frajerów. nawet gdybym pisał bardzo złe wiersze, to nie usprawiedliwia robienia jeleni z innych poetów. z uprzejmości nie napisałem, kto był organizatorem i gdzie się to odbywało, ale rynek literacki jest już zniszczony, a takie działania mogą go tylko zniszczyć jeszcze bardziej.

    autor powinien dostawać honorarium za prezentację swoich wierszy, a nie dopłacać. jeśli organizatorzy tej hucpy byli "mądrzy", to chyba polega na tym, że zawsze można wydoić kasę z poety. ja dziękuję za taką "mądrość".

    rozumiem, że jeśli ja jestem za kiepski, to musieli zaprosić lepszych ode mnie. i że ci lepsi przyjadą, zapłacą i będą szczęśliwi.

    poeta głodny i najedzony pisze mniej więcej tak samo, chociaż najedzony może i faktycznie lepiej. zapewniam, że nie trzeba mnie karmić, to jest kwestia dobrych obyczajów, a nie biologicznej potrzeby - dobrze przyjąć gości. jednak z jednym się zgodzę - mogę pisać lepiej niż teraz piszę. i zamierzam. nie zamierzam natomiast za to płacić "mądrym" cwaniakom.

    anonimami szczerze gardzę. cieszę się natomiast, że nawet wrogowie czytają mojego bloga. widocznie to silniejsze od nich.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szukałam, znalazłam.
    I nie jestem nasycona, bo to mało. Mogłam mieć więcej, ale... drogi mają swoje nakazy i moja poprowadziła... dokąd?
    "Za późno" to takie proste do pojęcia, ale nie do przyjęcia. Zatwierdzić trzeba.

    Zostawiam pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...