piątek, 15 lipca 2011

3 ulubione wiersze - Patryk Chrzan



Pisanie o sobie jest chyba najtrudniejszym z wszystkich rodzajów pisania. Nasuwa się tu analogia do tekstu z kultowego "Rejsu” Piwowskiego - "nie mogę być jednocześnie twórcą i tworzywem" a właśnie w tym przypadku twórca staje się tworzywem i musi coś z tym zrobić. Urodziłem się w Sosnowcu, stolicy Zagłębia Dąbrowskiego w czasach późnego Gierka – dokładnie 16 października 1977 roku. Od 1982 roku - a więc okresu wojennego w historii Polski, mieszkam i żyję w Dąbrowie Górniczej. Pisanie jest u mnie chorobą, której źródeł niestety nie znam - ogólnie stwierdzam kolokwialnie, że "ręka mnie swędziała do pisania" zatem wciąż się drapie.

Bardziej "na poważnie" piszę od lutego 2003 roku, gdy pojawiłem się nieśmiało w Internecie na stronie Wirtualnej Galerii, stronie literackiej, która zaginęła już w pomrokach odmętów sieci. Uzyskałem tam kontakt z innymi piszącymi (dotąd byłem jak Robinson i to bez Piętaszka) i zacząłem się wciągać w to, czego dotąd nie znałem. Tymczasem, parafrazując inżyniera Mamonia, "lubię tylko to co już znam" - najpierw musiałem wiele rzeczy poznać i zaakceptować. Później były też inne strony i tak powoli wciągałem się w poezję współczesną. Z wykształcenia jestem politologiem a dodatkowo staram się zostać dyplomowanym dziennikarzem.
Kilka publikacji na papierze, kilka wyróżnień i kilka pierwszych miejsc. Lubię wanilię, lody pistacjowe i barszcz czerwony z uszkami.

Prowadzę też bloga - http://piatymuszkieter.blogspot.com/

I to by było wszystko w temacie mojej osoby - reszta nie jest milczeniem, reszta jest w tym co piszę. Mam nadzieję.

- Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami?



Pierwszym szczęśliwcem jest wiersz, który zarówno lubię jak i darzę sentymentem (co nie zawsze idzie w parze). Jest to tekst, który faktycznie zapoczątkował pewną serię wierszy a pisało mi się go nad wyraz lekko i swobodnie, tak jakby już istniał potencjalnie i wystarczyło go przelać do pliku. Natchnienie i pomysł przyszły po lekturze wierszy Tomasza Ważnego, opublikowanych na stronach Biura Literackiego, choć tematyka była nieco odmienna. Historia posiada w sobie elementy autentyczne uzupełnione mitami, wyobrażeniami i skrawkami pamięci. W tamtym jednak roku niewiele słyszałem i rozumiałem o tragedii na Placu Tiananmen. Tymczasem w Europie Środkowo- Wschodniej, nieświadomie dla mnie i moich rówieśników, wchodziliśmy w zupełnie inne czasy. W Chinach Ludowych próba tego samego ruchu została krwawo stłumiona, stąd ta jakże odległa paralela, którą mogłem zrozumieć i opisać po latach.

Odległa paralela - czerwiec 89


Shiny happy people holding hands
plakat propagandowy na Placu Tiananmen



nie chodziło o to, aby mieć rację, ale dla zasady
ulicznych kupców z tej małej egipskiej mieściny
gdzie los rzucił dziadka po klęsce wrześniowej


czyja złotówka bliżej dołka na zadeptanej ziemi?
sprawa nie warta linijki pamiętnika, nie pamiętam
warta żywego języka, emocji pokonujących głód
potem płaszczone kołami wagonów z węglem
zbyt lekkie, aby służyć za przyciski do papieru
wyprawa na daleki wiadukt czyniła bohaterami


może wtedy chińska dziewczynka na urodziny
jadła podwójną porcję ryżu, ciesząc się życiem bardziej
choć nie była chłopcem, miała wystarczająco małe stopy
aby służyć za wzór a wzory są najważniejsze


czerwcowy dzień rumienił policzki, nad placem
zaprowadzano niebiański spokój, w ustach królował
posmak wedlowskich czekoladek po dniu dziecka
ona nie otwierała szerzej oczu, jeszcze nie mówiła


moczyliśmy wtedy kije nad stawem
widziałem lustro, nie widząc toni
była na wyciągnięcie głosu
                            © Patryk Chrzan

Drugi tekst to prawdziwy rekordzista, gdyż jego zręby powstały, gdy bawiłem na gościnnych występach w Poznaniu, a napisany został…rok później. Pierwotnie miał być o czymś nieco innym ale ponieważ pierwszy pomysł się nie kleił, odłożyłem go ad acta. Po mniej więcej roku zajrzałem znów do tego zapomnianego pliku i niemal od razu napisałem całość. Jest to dla mnie wiersz szczególny, choć nie mogę powiedzieć, abym szczególnie go lubił. Ot, tekst zamykający pewną całą epokę, gdy muzą (chcąc, albo bardziej nie chcąc) była mi pewna osoba, która o tym nie wiedziała – i chyba lepiej, że nie wiedziała. Ten wiersz to taka namiastka katharsis i chyba faktycznie oczyścił moje zmysły liryczne i zmył głowę, gdyż od tego czasu nic w podobnym tonie nie napisałem. Można zatem powiedzieć, że wypełnił swoją funkcję w sposób wzorowy.

Apostazja


świat niczego od ciebie nie potrzebuje, żyjesz
jak linia odkreślająca wynik odejmowania, ubywająca
i niebywająca, która obejmuje niewłaściwych mężczyzn
życie będące przeżytkiem, przeżute i wyplute
jak garstka tytoniu konsekwentnie niszcząca szkliwo
tracisz uśmiech i zaczynasz się wstydzić, jak śmieszna jesteś
pod moim oknem, jaka przezabawna pod okiem dozorcy
widzi cię kotem na podwórku, muzykantem na harmoszce
chciałem zejść i wywlec cię na drugą stronę, ulicy
oddać w ręce kataryniarza albo ostrzyciela noży
ale nie ma już takich ulic, nie masz drugiej strony
i nie mam okna z widokiem na ciebie
jesteś snem o kruchym cieście, a mnie ogrzewa ławica ryb
twój cichy delfini płacz z głębin oddaje mi siły, drapie zimnym
paznokciem za uchem, jestem tym światem i szkliwem
przełykam ślinę, skłamałem
                                        © Patryk Chrzan

Ostatnim będzie tekst do którego „pchnęła mnie” lektura wierszy Andrija Bondara. Bardzo lubię taką poezję, gdyż jest zarazem dowcipna jak i niezwykle prawdziwa a często i dosadna. Jak można zauważyć, podejmuje on ważki temat polsko –ukraińskich relacji, w odpowiedzi na podjęcie się tego tematu przez samego Bondara, swego czasu stypendystę w Polsce. Wiersz darzę sentymentem, gdyż jest odmienny od „głównego nurtu” mojego lirycznego procederu. Nie wyżalam się w nim, nie marzę, nie wracam myślami do czasów minionych…Mam w planach skupić się więcej na takim sposobie pisania, ale nie wiem czy będę konsekwentny, bo mam z tym często kłopoty.

Wiersz wyboisty jak cera Wiktora Juszczenki


tylko Ukraińcy mogą tak po prostu wziąć i dać komuś po mordzie
- myślą i się nie mylą (…) dzisiaj nikomu nie dam po mordzie-
(…) uśmiecham się jak nikt tutaj nie potrafi
dobrze widzą moje zęby (…) tutaj takich nikt nie ma”

Andrij Bondar - Robbie Williams



rondo jasne jak warkocz Julii Tymoszenko, samochody krążą sępem
z masek można poznawać historię, tunele jak nozdrza narkomanów
w ścieżkach białego światła, neonowe prostytutki w panierce lakierów
rozchodzą się w ustach i kieszeniach, kolejny bar wzięty - nasza krew
drąży asfalt, pięści uderzyły do głów dla pojednania, śmieją się do nas
złote zęby, u nas nikt takich nie ma, boję się tak, jak już nigdy nie będę
Robbie Williams pyta: Czy anioł zastanawia się nad moim losem?
naszym jest wysadzić się na dworcu w Kamieńcu Podolskim
pędzą tam najlepszy samogon, a tak to, życie Polaka zaczyna się
na odcinkach specjalnych albo nie zaczyna się wcale i żaden anioł
się nad tym nie zastanawia, żaden anioł nie chce dostać w mordę

                                          © Patryk Chrzan 

2 komentarze:

  1. Drugi wiersz jest jak moje obrazki.Pierwszy zmusza do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czerwiec '89 dobrze pamiętam .... świetnie przeplatane z obrazami z Tienanmen

    "Wiersz wyboisty ....." ...... chyba nie jest to polityczno poprawny wiersz ...;) ..... ale chyba tak właśnie wygląda to nasze sąsiedztwo

    OdpowiedzUsuń

Komentarze widoczne po zatwierdzeniu przez redaktora

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...